„Bohaterowie, którzy nas stworzyli” – spektakl jubileuszowy na The Royal Edinburgh Military Tattoo
The Royal Edinburgh Military Tattoo celebruje wyjątkową rocznicę – 75. edycję tego corocznego wydarzenia przyciągającego setki tysięcy widzów. Jubileuszowy spektakl nosi tytuł „The Heroes Who Made Us” jest odbywa się dwa razy dziennie do 23 sierpnia 2025 r. na zamkowej esplanadzie w stolicy Szkocji.
The Royal Edinburgh Military Tattoo (albo po prostu Tattoo, jak mawia się w skrócie) to widowisko muzyczno-wojskowe odbywające się w trakcie sierpniowego miesiąca festiwalowego. Tattoo w nazwie to historyczny termin wojskowy, z niderlandzkiego doe den tap toe („zamknij kurek [od beczki]”), którym żołnierze dawali karczmarzom sygnał końca wieczoru, a z czasem zaczęło oznaczać wieczorne parady wojskowe z muzyką.




Tattoo to w swoim pierwotnym założeniu przede przegląd orkiestr wojskowych i dudziarzy z całego świata. Od pierwszej edycji w 1950 roku stał się on jednym z symboli szkockiej kultury i magnesem dla turystów – każdego roku przyciąga około 220-250 tys. widzów na miejscu i miliony przed telewizorami.
Widowisko ma międzynarodowy charakter – biorą w nim udział jednostki wojskowe, zespoły taneczne i grupy muzyczne z różnych krajów (np. orkiestry marynarki wojennej, grupy perkusyjne, straż honorowa). Od kilu lat dodatkową atrakcją są spektakularne iluminacje, mapping 3D na zamkowych murach i fajerwerki w oprawie wydarzenia. Co roku wydarzenie ma motyw przewodni, a program jest starannie reżyserowany.
Tegoroczne Tattoo to spektakl monumentalny, łączący wieloletnią tradycję z nowoczesnym podejściem teatralnym. Z dumą świętuje historię i ludzi, którzy tworzyli to wydarzenie, jednocześnie wprowadzając nowatorskie rozwiązania: efekty specjalne, narrację fabularną i aktywność charytatywną. Jubileusz ten podkreślił globalny charakter Tattoo – międzynarodową współpracę, wizję i zaangażowanie społeczne – a także potwierdził jego status jednej z najważniejszych artystycznych imprez letnich na świecie.
Reżyserem kreatywnym jubileuszowego spektaklu jest Alan Lane, który w tym roku postawił na storytelling jako centralny element wydarzenia. Doskonałym pomysłem było włączenie do widowiska postaci narratora, który nie tylko zapowiada kolejne zespoły, ale też wzbogaca doświadczenie widza oraz nadaje przedstawieniu głębszy kontekst emocjonalny. To być może także odpowiedz na zarzuty widzów poprzednich edycji, którzy mogli się czuć nieco zagubieni w tym, co się dzieje na scenie bez zakupu programu wydarzenia.


Spektakl codziennie gromadzi ok. 800-900 wykonawców z całego świata, prezentujących taniec, muzykę i choreografię. Występują m.in.: Massed Pipes and Drums, dziarskie zespoły wojskowe z Wielkiej Brytanii, Top Secret Drum Corps, US Old Guard Fife & Drum Corps, Ukraine Naval Forces Orchestra, United States Air Force Honor Guard Drill Team i inni. Dla mnie oczywiście najważniejszą częścią tego wieczoru był występ Orkiestry Reprezentacyjnej Polskiej Straży Granicznej, który do programu piosenek wojskowych dodał rozpoznawalne melodie góralskie, nadając mu nieco folkowego sznytu.
Duże emocje wzbudziły także zapierający dech w piersiach pokaz musztry w wykonaniu Amerykanów oraz dynamiczny występ Szwajcarów, dopracowany z zegarmistrzowską precyzją. Na uwagę zasługuje zespół z Ukrainy, który wywołał u widowni ciarki na plecach brawurowym wykonaniem pieśni patriotycznej „Czerwona kalyna” (której motywem jest pochylona gałązka czerwonej kaliny – symbolu Ukrainy – i wezwanie do jej „podniesienia” jako metafory odzyskania wolności). Moim ulubionym, jak co roku, elementem był Scottish Highland dance, wzbogacony o wykorzystanie LED-owych różdżek, których ruch i dopracowana w detalach sekwencja świetlna zmienia zamkową esplanadę w roztańczony, migoczący nieboskłon (chociaż trochę rozczarowało mnie, że w tym roku tancerki „magicznie” nie zmieniły kolorów swoich sukienek).
Temat przewodni akcentuje długą historię Tattoo oraz wyróżnia codzienne bohaterstwo – osób wnoszących społeczny wkład, wolontariuszy i ludzi z pasją, którzy – choć często niesłyszalni – scalają ten gobelin współczesnego społeczeństwa i budują poczucie wspólnoty. To trafiający do serca przekaz, który dodatkowo podbijają słowa brytyjsko-etiopskiego poety, Lemna Sissaya, przytoczone w finałowym momencie koncertu: „Nie możemy pozwolić byśmy byli definiowani przez wojnę, (…) ale przez pokój, która po niej następuje (…) Nie definiują nas blizny, lecz niezwykła zdolność leczenia ran.”
Życzeniem lidera przedsięwzięcia – Chief Executive Jasona Barretta było to, by jubileusz stanowił most między historią a przyszłością Tattoo, rozbudzając zaangażowanie społeczne i wspierając cele charytatywne. Dlatego 75 pensów z każdego sprzedanego biletu zarezerwowano na wsparcie organizacji charytatywnych.
Widać, że realizatorzy wyciągnęli lekcję z głosów krytyki z zeszłych lat, które zarzucały organizatorom odejście od tradycji militarnych i stawianie na nowoczesną definicję rozrywki: widowiskowe stroje zamiast mundurów, egzotyczne układy taneczne zamiast musztry, popisy wokalne zamiast kunsztu wojskowych orkiestr. Szczególne kontrowersje wzbudzał segment z muzyką elektroniczną, neonowymi kostiumami i płonącymi dudami.
Ale muszę przyznać, że mi osobiście brakowało tych elementów. Atmosfera 75-lecia była do granic poważna, że niemal nadęta. Mimo to kolejne pokazy orkiestr zlewają mi się w pamięci. Każdy z nich był imponujący, ale w gruncie rzeczy wszystkie były do siebie podobne. Monty-pythonowskie wizualizacje, które jak domyślam się miały za zadanie upuścić trochę pary spektaklowi, nie trafiły ani w moje poczucie humoru ani estetyki. Brakowało mi przeciwwagi, powiewu świeżości, ukłonu w stronę pokolenia, w którego wachlarzu szerokich zainteresowań armia zajmuje stosunkowo niską pozycję.
Możliwe, że te decyzje były także podyktowane nastrojami politycznymi. Wszak z bezsilnością patrzymy na sytuacją w Ukrainie czy w Palestynie, niepokoi nas widmo światowego konfliktu nuklearnego, a Europa zbroi się na potęgę. Może też jako osoba, która nie interesuje się wojskowością i jest poniżej mediany wiekowej widowni, nie jestem grupą docelową tego wydarzenia. Ale z drugiej strony może właśnie te elementy, które w tym roku zostały wyrzucone z programu, byłyby w stanie przyciągnąć i zainteresować młodszych widzów, którzy są przyszłością nie tylko The Royal Edinburgh Military Tattoo, ale też całego kraju – także od strony bezpieczeństwa?



