Etos żołnierza i emigranta: O Święcie Żołnierza Polskiego w Londynie
Warto zadać pytanie: co sprawia, że właśnie w Londynie, tysiące kilometrów od kraju, Święto Żołnierza Polskiego wciąż obchodzone jest z taką mocą? Odpowiedź tkwi w szczególnym charakterze powojennej emigracji. Żołnierze Polskich Sił Zbrojnych, którzy po wojnie nie mogli wrócić do zniewolonej przez komunizm ojczyzny, stali się twórcami „Polski na wygnaniu” – instytucji, organizacji, prasy, szkół, które przez dziesięciolecia były alternatywnym ośrodkiem narodowego życia. Ich ślubowanie z 1945 roku: „trwać w walce o wolność Polski bez względu na warunki” realizowało się w czynie zbrojnym, ale także w pielęgnowaniu kultury, języka i tradycji.
Dziś, gdy od zakończenia II wojny światowej mija 80 lat, tamto dziedzictwo wciąż żyje. To właśnie ciągłość pamięci nadaje londyńskim obchodom wyjątkowy wymiar: są one bowiem tyleż wspominaniem przeszłości, co afirmacją pewnego modelu polskości – otwartej, dumnej, zakorzenionej w idei wolności.

***
Londyńskie obchody Święta Żołnierza Polskiego rozpoczęły się mszą św. w kościele pw. św. Andrzeja Boboli, po czym uroczystości przeniosły się do Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego do Sali Teatralnej, gdzie odbył się koncert, a przez cały sierpień w hallu prezentowana jest wystawa pn.
Przed samym koncertem w imieniu organizatora uroczystości Fundacji Stowarzyszenia Polskich Kombatantów głos zabrała Barbara Orłowska witając gości specjalnych wydarzenia tj: konsul generalną Renatę Kowalską i konsul ds. polonijnych Annę Tarnowską-Waszak oraz przedstawicieli Attachatu Obrony: płk Rafała A. Nowaka, płk Rafała A. Nowaka i st. chor. sztab. Krzysztofa Stolarczyka oraz przedstawicieli polonijnych organizacji społecznych i kulturalnych.
Wieczór w Sali Teatralnej miał swoją dramaturgię. Zaczął się od wzruszających pieśni wojskowych – „O Panie, któryś jest w niebie”, „Dziś do Ciebie przyjść nie mogę”, „Marsz, marsz Polonia” – które zabrzmiały w aranżacjach na akordeon i fortepian Adama Maksymienki i Łukasza Krupińskiego. Program uzupełniły dzieła Chopina, Pendereckiego, Piazzolli, tworząc muzyczny pomost między polską tradycją a uniwersalnym językiem sztuki. Był też moment na refleksję – prelekcja Jadwigi Kowalskiej wprowadziła w historyczne i kulturowe tło, przypominając, że każde święto potrzebuje nie tylko emocji, ale i wiedzy.
Wszystko to złożyło się na obraz, który wymyka się schematowi „akademii ku czci”. Organizatorzy (na czele z przewodniczącą Fundacji SPK Barbarą Orłowską) zadbali, by nie było w tym wydarzeniu sztywnego protokołu, a raczej ciepło wspólnoty. Publiczność znalazła tu coś, co trudno opisać w programie uroczystości – poczucie bycia razem, w jednym kręgu pamięci i wartości.
Raz jeszcze podkreślić trzeba, że Święto Żołnierza Polskiego w emigracyjnej perspektywie to zawsze opowieść o etosie niepodległościowej emigracji – tej, która nie zrezygnowała z wolnej Polski nawet wtedy, gdy życie kazało osiedlić się w obcym kraju. To świadomość, że tożsamość narodową można nosić w sobie jak sztandar, niezależnie od miejsca zamieszkania. I że ten sztandar jest żywym znakiem – tak długo, jak długo są ludzie gotowi go nieść.
W tym właśnie tkwi największa wartość takich spotkań – w przypomnieniu, że polska historia nie skończyła się na kartach podręczników, lecz wciąż rozgrywa się w życiu tych, którzy postanowili, że ich polskość będzie czynna. I że nawet jeśli dziś brzmi to jak echo słów sprzed 80 lat, echo to wciąż ma moc wyznaczania drogi. Bo w końcu – jak pokazuje historia – są przysięgi, których czas nie unieważnia.

***
W pierwszej części koncertu publiczność miała okazję wysłuchać Adama Maksymienki (akordeon) i Łukasza Krupińskiego (fortepian), którzy zaproponowali słuchaczom program będący swoistą podróżą przez różne epoki i style muzyczne, od tradycyjnych pieśni po współczesne aranżacje.
Utwory takie jak „O Panie, któryś jest na niebie” czy dynamiczny „Marsz, marsz Polonia” zabrzmiały z niezwykłą siłą wyrazu – w tych interpretacjach słychać było nie tylko techniczną biegłość, ale także głębokie zrozumienie emocjonalnego przekazu, który od wieków towarzyszy polskiej muzyce patriotycznej.
Majestatyczna „Chaconna f-moll” Johanna Pachelbela, wykonana przez Maksymienkę, udowodniła, że akordeon może równie przekonująco co organy oddać powagę barokowej kompozycji. Z kolei Krupiński, interpretując „Fantazję f-moll” Chopina, ukazał nie tylko wirtuozerię, ale i niezwykłą wrażliwość na niuanse tej romantycznej muzyki. Szczególnie poruszające okazały się jednak utwory współczesne – Chaconna i Lacrimosa Pendereckiego oraz „Oblivion” Piazzolli, w których melancholia i refleksja przeplatały się z intensywnością brzmienia.
Maksymienko i Krupiński udowodnili, że tradycja może być żywa, aktualna i głęboko poruszająca. Ich wykonania – pełne technicznej precyzji, a zarazem emocjonalnej głębi – pokazały, że muzyka patriotyczna może przemawiać do współczesnego odbiorcy.
***
„Tegoroczne obchody szczególnie dedykujemy wszystkim żołnierzom walczącym podczas drugiej wojny światowej w szeregach Polskich Sił Zbrojnych” – rozpoczęła swoją prelekcję Jadwiga Kowalska, otwierając przestrzeń, w której czas nie jest linią, lecz kręgiem – pamięcią, która żyje i wciąż kształtuje naszą wspólnotę.
Prelekcja podkreślała dramatyzm pierwszych dni wojny w 1939 roku, które były dla Polski okresem bezprecedensowego chaosu, okupacji i brutalnej agresji dwóch mocarstw: Niemiec i ZSRR. Kowalska zwróciła uwagę, że wynikające z tego skutki polityczne i terytorialne w 1945 roku – decyzje w Jałcie i Poczdamie – uczyniły formalne zakończenie działań wojennych dla Polski doświadczeniem wyjątkowo gorzkim. Mimo tego żołnierze Polskich Sił Zbrojnych kontynuowali walkę poza granicami kraju, zachowując gotowość i poczucie odpowiedzialności za los Ojczyzny.
Kowalska omówiła rolę emigracji niepodległościowej w Wielkiej Brytanii i innych krajach wolnego świata. Londyn stał się centrum archiwizacji, upamiętniania i kontynuowania polskiej tradycji wojskowej. Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego pełnił funkcję strażnika pamięci historycznej, gromadząc archiwa, sztandary i dokumenty państwowe. To świadectwo troski o zachowanie ciągłości państwowej – także w warunkach wygnania – jest niezwykle wymowne: pokazuje, że patriotyzm nie kończy się wraz z wojną, ale przechodzi w długotrwałą, świadomą formę pracy na rzecz pamięci i tożsamości narodowej.
Równie istotnym elementem omawianym przez Kowalską były działania edukacyjne i wojskowe dla młodzieży polskiej na emigracji, jak Brygadowe Koło Młodych „Pogoń”. Organizacja ta nie tylko szkoliła taktycznie i wojskowo, ale przede wszystkim kształtowała poczucie odpowiedzialności i przynależności narodowej, łącząc pokolenia wojenne z nowymi emigrantami. Ten proces uczył, że „gotowość” wobec własnego kraju to nie tylko udział w wojnie, ale też pielęgnowanie kultury pamięci i świadomości historycznej w każdym pokoleniu.
Prelekcja Kowalskiej skłania również do refleksji nad tym, czym jest pojęcie „zakończenia wojny”. Choć formalnie 1945 rok oznaczał kres działań wojennych, dla Polski i jej żołnierzy pozostawał on okresem ograniczonej suwerenności, emigracji i oczekiwania na powrót do wolnej ojczyzny. Jak podkreśliła Kowalska, „Żołnierz Polski do wolnej, niepodległej i niezawisłej ojczyzny nie mógł wrócić w 1945 roku, a o nią walczył. Walcząc o pokój, walczył przede wszystkim o własny kraj.”
Jadwiga Kowalska w swym wystąpieniu odniosła się również do symbolicznego powrotu emigracji niepodległościowej – w roku 1990 na Zamku Królewskim w Warszawie nastąpiło przekazanie insygniów władzy przez prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, a w roku 1992 odbył się w stolicy Światowy Zjazd Kombatantów Polskich i defilada zwycięstwa na Placu Piłsudskiego. Dla wielu Polaków żyjących na obczyźnie był to moment, w którym ich poświęcenie, trwanie w gotowości i troska o pamięć narodową znalazły pełne uznanie.
„Chociaż wojna się skończyła, my nadal pozostajemy w szeregach na obczyźnie” – prelegentka przypomniała słowa założycielskie Stowarzyszenia Kombatantów Polskich.
W dniu Święta Żołnierza nie brzmiały one jak archiwalny cytat, lecz jak ostrzeżenie przed historyczną amnezją. Trudno było opuścić salę POSK bez poczucia, że te słowa nie są wyłącznie przypomnieniem minionego. To wielopokoleniowy testament, który zobowiązuje nas współczesnych. (red.)


