Fringe 2025. Nina Błaszczyk i historia o Polsce poszukującej swoich korzeni w Szkocji
Nina Błaszczyk po raz trzeci wystąpi na Edinburgh Fringe – tym razem z „Island Spirit”, muzyczną opowieścią o Polce, która odkrywa wojenną przeszłość matki i tożsamość ojca, którego nigdy nie znała. Choć to nie autobiografia, Nina przyznaje, że historia jest jej bardzo bliska. W rozmowie opowiada o migracji, tęsknocie, emocjach zamkniętych w piosenkach i planach na solowy debiut.
To Twój trzeci raz na Edinburgh Fringe. Jak zaczęła się ta przygoda?
Wystąpiłam na Fringe po raz pierwszy dwa lata temu. Wtedy nie byłam jeszcze autorką – po prostu śpiewałam w spektaklu „Broken Instruments”, do którego piosenki napisał ktoś inny. Rok temu przygotowaliśmy własne przedstawienie z piosenkami inspirowanymi poezją Donny Ashworth, a teraz wracamy z „Island Spirit”.

Jak powstała historia „Island Spirit”? Czy to autobiografia?
Nie, to nie jest autobiografia. Historię napisał Tim Harvey – przyjaciel Phila Baggaleya, z którym tworzę duet Beyond the Blue. Tim wysłał mu tekst, nie wiedząc, że jestem Polką. Okazało się, że opowieść dotyczy młodej kobiety z Polski, która trafia do Szkocji i szuka swoich korzeni. Było to dla nas zaskoczenie, bo historia była uderzająco podobna do mojej – choć całkowicie przypadkowo.
Główna bohaterka, Izabela, znajduje pamiętnik swojej matki, która w czasie II wojny światowej została wysłana do Wielkiej Brytanii. Podąża śladami szkockiego chłopaka, którego kiedyś poznała. Izabela chce odkryć, kim był jej ojciec – mężczyzna, którego nigdy nie poznała. To opowieść o migracji, poczuciu wykorzenienia, o tęsknocie i tożsamości. Jest mi bardzo bliska. Myślę wtedy o mojej prababci Irenie Górnickiej, która w czasie wojny została wywieziona do Niemiec na przymusowe roboty i opowiadała nam o tych doświadczeniach.
Jak będzie wyglądał tegoroczny występ?
„Island Spirit” to nasz nowy projekt. Pokazaliśmy tylko jedno przedstawienie przedpremierowe w teatrze w Derby, a występy na Fringe będą jego oficjalnym debiutem. Marzymy o pełnowymiarowym musicalu z obsadą i chóralnymi aranżacjami, bo to moja pasja – harmonia wokalna. Ale na razie występujemy jako duet: Phil gra na gitarze, a ja opowiadam historię i śpiewam wszystkie piosenki. To coś w rodzaju „storytelling with songs”. W ubiegłym roku przedstawienie miało formę bardziej konceptualną. Czytałam poezję Donny Ashworth, a każdemu wierszowi towarzyszyła piosenka inspirowana jego treścią.
W jakich dniach będzie można Was zobaczyć na Fringe?
Gramy od 18 do 23 sierpnia, codziennie o 19:50, w Fern Studio at Greenside na George Street. Spektakl trwa 50 minut.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?
Zaczęłam śpiewać jako dziecko – brałam udział w wielu konkursach wokalnych w Polsce, głównie wykonując covery. Uwielbiałam starsze polskie piosenki, takie jak utwory Edyty Geppert. Ale prawdziwy przełom nastąpił w 2022 roku, kiedy zaangażowałam się w „Broken Instruments”. Wtedy po raz pierwszy zaczęłam pisać własne piosenki – osobiste, o moich uczuciach. I zobaczyłam, że ludzie się z nimi utożsamiają, że poruszają ich emocje. To jest dla mnie najważniejsze.
Jak trafiłaś do Wielkiej Brytanii?
Pochodzę z Koła w Województwie Wielkopolskim. Do Wielkiej Brytanii przyjechałam w 2020 roku, tuż po maturze, by studiować. Razem z partnerem zdecydowaliśmy się na ten krok, zanim weszły w życie ograniczenia po Brexicie. Trafiliśmy do Derby i tu mieszkam do dziś. Skończyłam studia licencjackie na University of Derby – na kierunku popular music i matematyka. Pracuję jako nauczycielka śpiewu w szkole teatralnej dla dzieci i młodzieży – od czterech do osiemnastu lat. Uczymy tam musicali, ale też piosenek radiowych. Szkoła nazywa się Razzamataz i działa w Derby, a wkrótce rusza też nowa filia w Chesterfield, w której również będę uczyć.
Kto Cię inspiruje?
Z polskich artystek – Edyta Geppert, Katarzyna Groniec, Anna Jantar. Ale od wielu lat ogromną inspiracją jest dla mnie Brodka, zwłaszcza z okresu albumów Clashes i BRUT.. Uwielbiam jej podejście do muzyki i tekstów.
Można Cię też usłyszeć w Polsce?
Tak, wracam do Koła dwa razy w roku – na koncerty organizowane przez moją mamę i dwoje jej znajomych. Jeden z nich, „Anioły Są Wśród Nas”, to koncert charytatywny w okresie świętami Bożego Narodzenia. Drugi, „Zachwyty”, odbywa się wiosną i promuje polską muzykę. W tym roku śpiewaliśmy piosenki Janusza Kondratowicza.
Co planujesz po Fringe?
Planujemy rozdzielić moje solowe działania od duetu Beyond the Blue. Beyond the Blue to bardziej teatralne, fringe’owe projekty, które tworzę z Philem Baggaleyem. Ale chciałabym też występować solo, z bardziej osobistym repertuarem – jak „Masquerade”. To piosenka, która bardzo wiele dla mnie znaczy. Napisałam ją sama, w swojej sypialni, w momencie dużego emocjonalnego chaosu. Wydawało mi się wtedy, że to coś bardzo intymnego i niekoniecznie zrozumiałego dla innych.
Tymczasem kiedy zaczęłam ją wykonywać na żywo, okazało się, że ludzie odnajdują w niej swoje historie. Podchodzili po koncertach i mówili, że czują się, jakby była napisana właśnie o nich. To było dla mnie niesamowite – coś, co miało być moim osobistym wentylem, stało się emocjonalnym lustrem dla innych. „Masquerade” będzie moją kolejną piosenką wydaną pod własnym nazwiskiem.
Kiedy i gdzie wystąpi Nina możecie znaleźć na stronie edfringe.com

