Artykuły

„Furiozo” znowu na Fringe. Piotr Szczęsny Sikora: jestem chuliganem, który tęskni za czułością

Piotr Szczęsny Sikora po raz kolejny wystąpi na Edinburgh Festival Fringe ze swoim spektaklem „Furiozo: Man Looking for Trouble”. To pozbawiony słów, fizyczny one-man show o toksycznej męskości, chuligańskiej wrażliwości i absurdzie, który może rozegrać się wszędzie – nawet bez słów. Rozmawiamy z Piotrem o tym, co zmieniło się w Furiozo, o klaunach, improwizacji i o dawaniu radości.

Od 31 lipca do 10 sierpnia będziesz pokazywał w Edynburgu „Furiozo: Man Looking for Trouble”. Który to już Fringe w Twojej karierze?
To będzie mój czwarty Fringe w Edynburgu i mniej więcej dziesiąty w ogóle. Grałem też podczas festiwali Fringe w Adelaide, Perth, Melbourne, Los Angeles – trochę się już tego uzbierało.

Czy „Furiozo” zmienił się od ubiegłorocznych pokazów, czy to dokładnie ta sama wersja spektaklu?
Historia została ta sama – zamknięty cykl życia głównego bohatera. Ale spektakl żyje jak rzeka – ciągle się zmienia. Grałem go ponad 200 razy, więc niektóre rzeczy się pogłębiły, inne skróciły. „Furiozo” jest też bardzo interaktywny – zależny od widowni – co uwielbiam, bo dzięki temu nigdy mi się nie nudzi.

W opisie spektaklu pojawia się określenie „portret toksycznej męskości”. Czy to właśnie ten temat, a może jego absurdalność, najbardziej przyciąga widzów?
To jeden z tematów – ale nie jedyny. Lubię, gdy spektakl nie podaje wszystkiego na tacy. „Furiozo” porusza temat toksycznej męskości, ale bez moralizowania. Jest też pełen głupoty, absurdu, surrealizmu. Można się w nim śmiać, wzruszać, a nawet trochę pogubić.

„Furiozo” to spektakl bez słów, ale niezwykle ekspresyjny. Dlaczego zdecydowałeś się na formę pozbawioną dialogów?
Bo przez lata grałem komedie, w których dużo się mówiło – aż w końcu zacząłem się czuć zmęczony własnym głosem. Odkąd nie gadam, dotykam głębszych rzeczy. A bezsłowna forma pozwala mi grać w Mumbaju, Taipei, LA czy Lublinie – i budować uniwersalne połączenia, niezależnie od języka.

Twój bohater to chuligan z wielkim sercem – tak o nim mówisz. Skąd wziął się pomysł na tę postać? Obserwacje z życia czy czysta wyobraźnia?
Z życia. Z Polski lat 90., z ludzi, których spotkałem, z moich przemyśleń, prób zrozumienia traumy. To też osobista podróż – próba spojrzenia pod maskę „silnego mężczyzny” i zadania pytania: co się stanie, jeśli ją zdejmie?

Zapowiadasz nocne występy CHONKIOZO z Johnem Norrisem – choć nie ma ich w oficjalnym programie Fringe. Co to będzie i gdzie można Was złapać?
Gramy w Banshee Labyrinth w ramach PBH Free Fringe, zwykle od poniedziałku do czwartku o północy. To będzie seria improwizowanych, bardzo surowych pokazów – budowanie nowego materiału na żywo, bez planu. Dla mnie to ekscytujące, bo „Furiozo” znam już na wylot, a tu sam nie wiem, co się wydarzy. John Norris też tworzy swój materiał – to wybitny komik, więc wspólna scena to dla mnie zaszczyt.

Clown Olympics w Edinburgh Meadows planowane jest na 18 sierpnia. Skąd pomysł na tę formułę? I dlaczego tytuł „The Most Stupid Country in the World”?
Bo dla klauna głupota to jak fala dla surfera. Uwielbiamy ją. Chcemy zrobić Olimpiadę, gdzie głupota jest powodem do dumy – w narodowych barwach, ale z dystansem do samej idei rywalizacji. Nie chodzi o wygraną, tylko o wspólne bycie i śmiech. A tytuł? Z przymrużeniem oka – bo historia pokazuje, że czasem narodowość potrafi poprowadzić nas w absurd.

Kiedy rozmawialiśmy przed Fringe w 2022 roku o Twoim spektaklu „Boy: Looking for friends”, powiedziałeś, że w Edynburgu jesteś jednocześnie własnym promotorem, technikiem, wpuszczaczem ludzi na salę, kucharzem, ulotkarzem, psychologiem i producentem w jednym. Jak to wszystko łączysz?
ADHD pomaga, serio! Ale też mam już większe wsparcie – producentkę, która ogarnia wiele rzeczy. Ludzie zaczynają mnie kojarzyć. Te wszystkie nagrody i recenzje – nie są moim celem samym w sobie, ale pomagają. Szczególnie na tak gigantycznych wydarzeniach jak Fringe. Z każdą edycją jest trochę łatwiej.

Z wykształcenia jesteś prawnikiem, ale życie sceniczne zawiodło Cię od Warszawy przez Berlin po Los Angeles. Co sprawiło, że porzuciłeś prawo na rzecz clowningu?
Myślę, że nieważne co robisz – ważne, czy jesteś na właściwym miejscu. Jeśli ktoś kocha rośliny i troszczy się o zieleń – takiego ogrodnika chciałbym zatrudnić. Ja od zawsze lubiłem głupoty, dawać ludziom radość i wytchnienie. Prawo mnie dusiło – nie dawało mi przestrzeni na wyrażenie siebie. Byłem bardzo nieszczęśliwy jako student prawa.

Występujesz na całym świecie – Nowa Zelandia, USA, Australia, Niemcy, Polska. Czy publiczność reaguje podobnie, czy jednak każdy kraj śmieje się z czegoś innego?
I tak, i nie. Na początku buduję relację z publicznością od zera. Ale potem zapraszam ich do mojego świata – trochę dziwnego, ale uniwersalnego. I wtedy nie ma znaczenia, czy to Tajwan, Indie, czy Ameryka. Ważniejsze jest – czy ta osoba jest otwarta? Czy potrafi zaufać? Jeśli tak, mogę zacząć spektakl naprawdę – zabrać ich w podróż w nieznane. I sam też nie wiem, dokąd dojdziemy – i to jest piękne.

Rozmawiał Jacek Różalski

Kiedy i gdzie wystąpi Piotr możecie znaleźć na stronie edfringe.com