Jak uczniowie polskiej szkoły w Ravenscourt Park drzewa posadzili
Co ma wspólnego sadzenie drzew z językiem polskim? Na pierwszy rzut oka – niewiele. A jednak! W obu przypadkach chodzi o wzrost, rozwój i troskę o przyszłość. Tak jak dbamy o to, by dzieci pielęgnowały swój język i kulturę, tak samo chcemy, by miały realny wpływ na świat wokół siebie. Dlatego uczniowie Polskiej Szkoły w Ravenscourt Park wzięli udział w projekcie „Trees for Cities”, by wspólnie posadzić drzewa i zostawić po sobie zielony ślad w lokalnym parku.
By dołączyć do tej inicjatywy, musieliśmy zgłosić chęć wolontariatu i przejść odpowiednią weryfikację. Po dopełnieniu formalności przyszła pora na przygotowania: kalosze, ciepłe i wodoodporne ubrania – co najważniejsze – zebranie zespołu pełnego entuzjazmu. Na szczęście nie musieliśmy martwić się o sprzęt. Organizacja „Trees for Cities” zapewniła nam wszystko, co było potrzebne – łopaty, taczki, rękawice, a przede wszystkim same drzewa. A nawet posiłek. Dzięki temu mogliśmy skupić się na najważniejszym – działaniu!

W dniu sadzenia pogoda dopisała… a raczej dopisało błoto. Dużo błota. I choć nie wszyscy byli na to przygotowani, szybko okazało się, że nie ma co walczyć z naturą – zamiast tego trzeba się dostosować. Kiedy pierwszy uczeń stracił but w grząskiej ziemi, a po nim nauczycielka! To stało się jasne, że to nie będzie zwykła lekcja przyrody czy też zwykła wycieczka do parku.
Sadzenie drzew nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Trzeba wykopać odpowiednio głęboki dół, przygotować glebę, zasadzić (ku naszemu zdziwieniu bardzo wysokie) drzewo, a potem je odpowiednio zabezpieczyć. Brzmi jak dużo pracy? Bo tak było!
Pierwsze minuty to walka z twardą ziemią i niespodziankami, które kryła gleba. Korzenie innych roślin, kamienie, a nawet przypadkowo odnalezione stare monety – to wszystko sprawiało, że zadanie wymagało wytrwałości. Na szczęście uczniowie wykazali się ogromną determinacją i – jak to w dobrej drużynie – pracowali ramię w ramię, pomagając sobie nawzajem.
Nie zabrakło też niespodzianek. Kornelia, jedna z uczennic, naliczyła aż 30 dżdżownic, które udało nam się odkryć podczas kopania. Czy naprawdę było ich aż tyle? Trudno powiedzieć, ale faktem jest, że te małe stworzenia stały się bohaterami dnia i inspiracją do rozmów o tym, jak ważną rolę pełnią w przyrodzie.
Co więcej – zanim dżdżownice wróciły do ziemi, zdążyły przyczynić się do dodatkowej lekcji… języka polskiego! Bo czy ktoś potrafi zapisać to słowo bez zająknięcia? „Dżdżownica” szybko stała się naszym ulubionym językowym łamańcem, a poprawna pisownia okazała się trudniejsza niż samo kopanie dołów!



Po posadzeniu drzew należało zabezpieczyć je drewnianymi palikami – a to oznaczało użycie młotków i gwoździ. Dla wielu uczniów była to absolutna nowość!
Na początku niektórzy z wahaniem trzymali młotek, ale szybko nabrali pewności siebie. Każdy gwóźdź był jak małe zwycięstwo, a radość z wykonanej pracy – ogromna. Po kilku próbach i kilku nietrafionych uderzeniach (na szczęście nie w palce!) wszystkie drzewa zostały solidnie zabezpieczone.
A nauczyciele? No cóż… Z uśmiechem wrócili do szkoły… choć z błotem na butach i lekkim zmęczeniem w mięśniach, o których wcześniej nie wiedzieli, że je mają.
To doświadczenie pokazało uczniom, że zmiana zaczyna się od małych kroków – albo w tym przypadku od jednej łopaty ziemi. Sadzenie drzew to nie tylko działanie na rzecz środowiska, ale też lekcja współpracy, wytrwałości i odpowiedzialności.
W szkole uczymy się teorii, ale to właśnie praktyczne działania pozostają w pamięci na dłużej. Uczniowie zrozumieli, że nawet najmniejszy wysiłek może przynieść realne efekty – a za kilka lat będą mogli powiedzieć: „To my posadziliśmy te drzewa!”.
A kto wie? Może za kilka lat nasi uczniowie przyprowadzą tu swoje dzieci i z dumą powiedzą: „To my sadziliśmy te drzewa – razem z kolegami i koleżankami z polskiej szkoły”.
Choć sadzenie już się zakończyło, nasza misja trwa. Rodziny uczniów zadeklarowały, że będą odwiedzać drzewa podczas spacerów, doglądać ich i czuwać nad ich wzrostem. To nie tylko pamiątka, ale też prawdziwy symbol naszego zaangażowania.
Jednak marzy nam się coś więcej – chcielibyśmy postawić tabliczkę upamiętniającą naszą akcję. To byłaby piękna pamiątka dla przyszłych pokoleń, ale też dowód na to, że społeczność polonijna w Londynie aktywnie pomaga i dba o środowisko.
Koszt takiej tabliczki nie jest mały, ale wierzymy, że wspólnie damy radę! Jeśli uda nam się zebrać pieniądze i sformalizować projekt, na pewno napiszemy o tym w „Tygodniu Polskim”! Trzymajcie kciuki – bo to byłby piękny symbol naszego wspólnego działania i zaangażowania!
Dzięki udziałowi w projekcie „Trees for Cities” udało nam się zrobić coś dobrego – dla parku, dla społeczności i dla przyszłych pokoleń. A błoto? Błoto się zmyje. Ale wspomnienia i satysfakcja pozostaną na długo.
Bo rośniemy razem – dosłownie i w przenośni.
Daria Wilkinson

