Kultura , Wywiady

Karolina Węgrzyn: pieśni z pogranicza kultur

Karolina Węgrzyn dorastała na Podkarpaciu, gdzie jej babcia przez dekady prowadziła zespół pieśni i tańca. Dziś mieszka w Anglii, uczy muzyki dzieci z autyzmem i tworzy własne aranżacje pieśni ludowych z pogranicza kultur – polskiej, ukraińskiej, rusińskiej, romskiej i bałkańskiej. W rozmowie z MyPolska.uk opowiada o rodzinnych korzeniach i pracy nad debiutanckim albumem „Oy Vesna Krasna”, nagranym w domowym studiu w South Staffordshire. 17 maja wystąpi z nim na festiwalu Songlines Encounters w King’s Place w Londynie.

Jacek Różalski: Urodziłaś się na Podkarpaciu. Jak wspominasz muzyczne krajobrazy dzieciństwa? Gdybyś cofnęła się w czasie, to co to było?

Karolina Węgrzyn: Na pewno moje pierwsze wspomnienia muzyczne są związane z moją rodziną, z sąsiadami i moją babcią, która prowadziła zespół pieśni i tańca w naszej wiosce – Ujezna, koło Przeworska. Moi rodzice poznali się właśnie w tym zespole. Przez 40 lat działał społecznie, bez żadnych zarobków. Wszystko było robione z pasji.

Jaka to była muzyka?

To była typowa muzyka ludowa. Babcia bardzo dbała, żeby pieśni i tańce pochodziły z naszego regionu – z powiatu przeworskiego.

Czym się charakteryzuje folklor z tamtych stron?

To muzyka bardzo wesoła. Jest dużo Polek, np. Polka Gacok z niedalekiej wsi Gać – tańczona płasko z częstymi przytupami. Są też Polki „wściekłe”, które brzmią coraz szybciej, coraz bardziej żywiołowo. Nasz region jest też pograniczem – tuż za Sanem mieszkało kiedyś dużo ukraińskiej społeczności. W mojej rodzinnej wiosce kościołem katolickim jest dawna cerkiew. Jest tam jednak typowo polska muzyka, ale już w sąsiednich wioskach – ukraińska i rusińska. Moja praprababcia była Rusinką. Były też wpływy łemkowskie, bojkowskie, romskie, żydowskie. Mieszanka absolutna.

Utwory „Hej Jedziemy i U Hajičku Travičku” oraz „Ako Umram il Zaginam” to przykłady takiej mieszanki? Słychać tam wyraźnie wpływy bałkańskie.

Tak. Inspiracje bałkańskie pojawiły się, gdy byłam jeszcze nastolatką. Zaczęło się od filmów Emira Kusturicy, od płyty Kayah i Bregovića. Wtedy zaczęłam słychać muzyki bałkańskiej. Kilka lat temu pojechałam na festiwal artystów i orkiestr dętych w Guči, w Serbii. To było magiczne doświadczenie. Czułam się tam jak ryba w wodzie. Fascynacja Bałkanami narastała. Uważam, że właśnie stamtąd pochodzą najpiękniejsze pieśni.

Twój album powstał w Wielkiej Brytanii. Jak wyglądała jego realizacja?

Nagrywaliśmy go w domu mojego przyjaciela w South Staffordshire. Tylko w weekendy, bo na co dzień pracuję w szkole. Nikt z nas nie miał wcześniejszego z tym doświadczenia – wszystkiego uczyliśmy się w trakcie. Samodzielnie zaprojektowałam też okładkę. Całość zajęła trzy lata.

Współpracujesz z brytyjskimi muzykami. Jak oni odbierają Twoją muzykę?

Myślę, że dlatego że ta muzyka jest dla nich egzotyczna, to ich fascynuje. To dla nich nowe i świeże doświadczenie – dlatego chcą grać te utwory. To samo jest na koncertach – ludzie do nas podchodzą i mówią, że nigdy czegoś takiego nie słyszeli. Są zdumieni, ale też ciekawi pochodzenia tej muzyki. Często dzięki nam ją po raz pierwszy odkrywają.

Co przygotowujecie na koncert w King’s Place?

Zagramy mieszankę pieśni z Europy Centralnej, Wschodniej i Południowej. Będą wiązanki pieśni weselnych z notatek mojej babci, ale w nowych aranżacjach. Będą też pieśni cygańskie z pogranicza polsko-słowackiego, których nauczyłam się na warsztatach z Teresą Mirgą z zespołu Kałe Bała. One są bardzo emocjonalne, o podróży, o więzi z domem i rodziną. To jest mi bardzo bliskie, bo sama jestem emigrantką, ale mój dom jest w Polsce. Tam czeka na mnie rodzina.

Jak trafiłaś do Wielkiej Brytanii?

Zaraz po maturze. Chodziłam wtedy na dodatkowe lekcje angielskiego i to właśnie mój nauczyciel podpowiedział mi, że istnieje szkoła językowa w Toruniu, która ma kontakt z Uniwersytetem w Wolverhampton. Zainteresowałam się tym i zapisałam. Już w Anglii dostałam się na studia sztuk pięknych. Wcześniej chodziłam do liceum plastycznego w Jarosławiu, więc to była dla mnie naturalna kontynuacja. Po zakończeniu studiów zrobiłam też kurs nauczycielski – studia podyplomowe, które pozwoliły mi zacząć pracę w szkole.

Na co dzień uczysz dzieci z autyzmem. Czy ta praca wpływa w jakiś sposób na Twoje podejście do tworzenia muzyki? A może wprost przeciwnie – to Ty wpływasz swoją muzyką na dzieci?

Oj tak, na pewno. Bardziej ja staram się przesyłać moje fascynacje muzyką świata – tradycyjną, z różnych zakątków. Cały rok dzielimy na bloki tematyczne i każdy miesiąc lub dwa poświęcamy innemu regionowi. Na przykład w następnym miesiącu będziemy poznawać muzykę Afryki – rytmy, piosenki, tradycje. Ostatnio zrobiliśmy widowisko o topieniu marzanny – nikt tu wcześniej o tym nie słyszał. Zbudowaliśmy kukłę, zrobiliśmy procesję przez całą szkołę. Uczyłam ich słowiańskich piosenek, w tym o marzannie. One to chłoną jak gąbka.

Jakie masz plany na najbliższy czas?

Potrzebuję oddechu. Nad płytą pracowałam trzy lata – nagrania, grafika, promocja. W czerwcu poprowadzę jednak warsztaty tradycyjnych śpiewów i tańców na Nocy Kupały w Caldmore Gardens w Walsall, niedaleko Birmingham, a później wybieram się na polski festiwal „Cud” pod Bristolem. Uwielbiam ten bezpośredni kontakt z ludźmi.

17 maja wystąpisz w Londynie.

Tak. W Kings Place w ramach Songlines Encounters Festival – to będzie dla mnie wyjątkowy koncert, bo w Londynie rzadko mam okazję występować. A 31 lipca zagramy w Birmingham Philharmonic Hall – koncert będzie darmowy. Wszystkie informacje wrzucam na Instagram i Facebooka.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że zobaczymy się na koncertach!

Rozmawiał Jacek Różalski


Album „Oy Vesna Krasna” znalazł się na liście TOP 20 albumów z muzyką świata World Music Charts Europe oraz w TOP 25 Transglobal World Music Charts. Otrzymał 3-gwiazdkową recenzję w prestiżowym magazynie „Songlines”, a jeden z utworów został zaprezentowany w audycji „Music Planet” na antenie BBC Radio 3.