„Karolinka”: polski folklor może być widowiskowy
Eksplozja barw, energii i pasji, które porywają publiczność od pierwszych taktów. Prawdziwe święto polskiej tradycji! „Karolinka” ponownie udowodniła, że folklor może być widowiskowy, porywający i perfekcyjnie dopracowany. Barwne kostiumy, precyzja ruchów, niespożyta energia – wszystko to sprawiło, że publiczność nie mogła oderwać oczu od sceny.
Niełatwo być Polakiem na emigracji. Początkowo wydaje się, że wystarczy z mamą mówić po polsku w domu, przygotowywać tradycyjne potrawy, obchodzić święta w polskim stylu. Ale z czasem okazuje się, że to za mało. Dzieci, dorastając w obcym kraju, zaczynają asymilować się szybciej, niż byśmy chcieli. Ich język staje się coraz bardziej obcy, znajomi coraz mniej polscy, a wartości, które dla rodziców były oczywiste, zaczynają się rozmywać.

I wtedy wkraczają oni – pasjonaci, dla których polskość to coś więcej niż wspomnienie. Którzy budują mosty między przeszłością a teraźniejszością. Którzy zabiegają o to, by najmłodsi nie tylko wiedzieli, skąd pochodzą, ale też czuli, że polska kultura należy do nich tak samo jak ta, w której przyszło im dorastać.
Wspaniałym przykładem tej pasji jest Zespół Pieśni i Tańca „Karolinka”, który od 46 lat kultywuje polski folklor, a swoje występy prezentuje nie tylko Polakom, ale także Brytyjczykom.
Za sukcesem zespołu stała Maura Kutereba – drobna, energiczna kobieta, która całe życie poświęciła pielęgnowaniu polskiej kultury w Wielkiej Brytanii. Nigdy nie mówiła, że robi coś wielkiego. Twierdziła, że „tylko pomaga”. I pomagała – bezinteresownie, z oddaniem, z wiarą, że to, co robi, ma sens.






Dziś, niemal pół wieku później, jej córka Jola kontynuuje misję matki, prowadząc zespół, który stał się jednym z najważniejszych przedstawicieli polskiego folkloru w Wielkiej Brytanii.
Czy warto było? Co za pytanie! Wystarczyło spojrzeć na ostatni występ zespołu, podczas którego na scenie stanęły trzy pokolenia tancerzy – od dzieci po dorosłych, którzy sami niegdyś zaczynali swoją przygodę z „Karolinką”. Polska na obczyźnie? Nie. Po prostu Polska.
Zespół „Karolinka” to także przykład na to, jak folklor może łączyć pokolenia. Młodsze dzieci uczą się tańców, które były częścią życia ich dziadków i rodziców, a starsi członkowie zespołu dzielą się swoim doświadczeniem, przekazując tradycję młodszym pokoleniom. Wspólne śpiewy i tańce, nawet w obcym kraju, tworzą więzi, które wykraczają poza granice państw. Taki zespół nie tylko kultywuje tradycję, ale tworzy nową jakość, łącząc różne pokolenia Polaków, a także budując mosty między kulturami – polską i brytyjską.
Zespół „Karolinka” jest wreszcie przykładem na to, jak wielką rolę odgrywają polonijni działacze, którzy z pasją, oddaniem i poświęceniem pielęgnują polską kulturę na obczyźnie. Ich praca – często niezauważana – jest nieoceniona – dzięki nim polska tradycja wciąż żyje i kwitnie, mimo geograficznej odległości od ojczyzny. Są to ludzie, którzy niemal codziennie czynią starania, by polskość na emigracji nie zniknęła, by młodsze pokolenia miały szansę poznać i pokochać swoje korzenie.
I choć zespół „Karolinka” to tylko jedno z wielu polonijnych przedsięwzięć, to jego historia doskonale oddaje istotę polonijnych pasji – pasji, które nie znają granic.
W końcu polska kultura jest zawsze tam, gdzie znajdują się Polacy – nie tylko w kraju, ale i na obczyźnie, w sercach tych, którzy pielęgnują ją z miłością i oddaniem.
***
Oto kilka uwag na marginesie wspaniałego przedstawienia w minioną sobotę. Obrazy lepiej niż słowa oddadzą jego widowiskowość. Spójrzcie więc Państwo na zdjęcia – a na ręce Joli Kutereby wielkie gratulacje i życzenia kolejnych znakomitych „Koncertów Zimowych”. Publiczność wstaje z miejsc – wielkie brawa dla „Karolinki”!
Jarosław Koźmiński

