Kultura

Kwiat Jabłoni wystąpi Wielkiej Brytanii – wywiad z Kasią i Jackiem Sienkiewiczami

Zanim wyruszą w trasę po Wielkiej Brytanii i zagrają dla Polonii w Londynie, Birmingham i Edynburgu, Kasia i Jacek Sienkiewiczowie opowiadają o przygotowaniach, kulisach pracy nad albumem „Pokaz slajdów” i muzycznych współpracach. Zdradzają też, jaki anglojęzyczny utwór przygotowali specjalnie na tę trasę.

Jacek Różalski: Jak przebiegają przygotowania przed trasą koncertową po Wielkiej Brytanii?

Kasia Sienkiewicz: Jesteśmy już całkiem dobrze rozegrani po niedawno zakończonej trasie halowej w Polsce, więc teraz z radością i niecierpliwością czekamy, żeby wystąpić dla brytyjskiej Polonii. Wszystko gotowe.

W czerwcu zagracie koncerty w Londynie, Birmingham, Dublinie i Edynburgu. Czym zaskoczycie publiczność? To nie jest Wasza pierwsza trasa po Wielkiej Brytanii.

Kasia Sienkiewicz: Tak, to będzie już druga. Tym razem przyjedziemy w nieco większym składzie niż ostatnio! Zagrają z nami Marcin Ścierański (perkusja), Grzesiek Kowalski (bas), Dorota Błaszczyńska-Mogilska (skrzypce, wokal), Filip Krzysztoporski (perkusjonalia) i Paweł Piekarski (gitary).

Jacek Sienkiewicz: Zależy nam, żeby dotrzeć do osób, które nie mogły być na trasie Turnus Tour i nie miały okazji usłyszeć na żywo utworów z naszej najnowszej płyty Pokaz slajdów. Do programu dołączymy także dwa nowe single, dlatego ta trasa to swoista aktualizacja dla wszystkich, którzy nie słyszeli nas na żywo przez ostatnie lata.

Wasza droga muzyczna zaczęła się nie od Kwiatu Jabłoni, ale od innych muzycznych projektów. Dopiero po wielu doświadczeniach odbył się Wasz debiutancki koncert w warszawskiej Otwartej Pracowni. Powiedzcie, jak wspominacie początki? 

Kasia Sienkiewicz: Koncert w Otwartej Pracowni Jazdów to był pierwszy koncert Kwiatu Jabłoni. I to był koniec 2017 roku, nie mieliśmy jeszcze żadnych nagrań, teledysków, prawie niczego – tylko nazwę, kilka piosenek i pomysł. Wcześniej grywaliśmy w zespołach eventowych, tworzyliśmy autorskie składy ze znajomymi. Ja grywałam na pianinie i śpiewałam anglojęzyczne piosenki w restauracjach i barach w Warszawie… Było różnorodnie.

Jak wygląda Wasz proces twórczy? Wiecie od początku, jaki utwór powstanie, czy to ewoluuje w czasie prób? 

Jacek Sienkiewicz: Zawsze zaczyna się od pomysłu – albo mojego, albo Kasi. Jedno z nas przychodzi z gotowym tekstem i wstępną wizją: jak miałby brzmieć utwór, jaka byłaby jego forma. Gdy Kasia wpada na pomysł, robi dokładnie to samo – przygotowuje całą koncepcję. Najczęściej później wspólnie dopracowujemy aranżację z zespołem. Tak właśnie było przy pracy nad naszą ostatnią płytą Pokaz slajdów. Pojechaliśmy całą ekipą na wieś. Zabraliśmy całą masę instrumentów i w stodole przez tydzień graliśmy, testowaliśmy, szukaliśmy najlepszych rozwiązań. Pokazywaliśmy chłopakom nasze wersje demo i na ich podstawie powstawały ostateczne aranżacje. To był fantastyczny proces. Staramy się, żeby osoba, od której wyszedł pomysł, miała decydujący głos w sprawach szczegółów, ale jesteśmy też zawsze otwarci na propozycje naszych muzyków – gramy razem od lat i bardzo cenimy ich spojrzenie. 

Wasze piosenki niosą ze sobą refleksyjne, osobiste przesłania. Skąd czerpiecie inspirację?

Kasia Sienkiewicz: Przede wszystkim z przeżytych silnych emocji – radości albo smutku – różnie bywa. Rzadko zdarza się, że w spokojny, zwykły dzień nagle nachodzi mnie potrzeba napisania piosenki. Oczywiście próbowałam tak i da się coś stworzyć także wtedy, ale najlepiej wychodzi, gdy wewnątrz mnie naprawdę coś się kotłuje – nawet jeśli to po prostu zwykła radość po powrocie z pięknych wakacji. Ważne, żeby pojawiło się jakieś poruszenie.

Jaki czas upływa od tej iskierki w głowie do momentu, gdy jest gotowy utwór? 

Kasia Sienkiewicz: To zazwyczaj szalenie długi proces. Kiedy napiszę utwór, jeszcze wielokrotnie go poprawiam, bo rzadko jestem od razu zadowolona. Potem pokazuję go Jackowi. Kiedy to on coś tworzy, również dzieli się tym ze mną – razem gramy, rozmawiamy, aranżujemy. Od pierwszego pomysłu do powstania gotowego, zmiksowanego nagrania ze studia mija z reguły pół roku, a bywało i dłużej. Ale to my tak mamy, wielu twórców działa szybciej.

Jacek Sienkiewicz: Utwór „Burza” zaczął klarować się w mojej głowie w kwietniu zeszłego roku, a ta ostateczna forma zamknęła się na przełomie sierpnia, natomiast w radio można było go usłyszeć dopiero w listopadzie.

„Dziś późno pójdę spać”. Ten utwór stał się viralem. Powiedzcie, czy spodziewaliście się aż takiego sukcesu tego utworu? 

Jacek Sienkiewicz: Kompletnie nie spodziewaliśmy się, że ten utwór zyska tylu słuchaczy. Od tego utworu bardzo mocno zmieniło się nasze życie, bo my raczej planowaliśmy – ja przynajmniej sobie tak wyobrażałem – że będziemy mogli dodatkowo zajmować się muzyką, ale że to będzie na dużo mniejszą skalę. Wyobrażałem sobie, że przeogromnym sukcesem i szczytem naszych możliwości będzie zagranie na przykład koncertu w Stodole. Na pewno zawsze mieliśmy takie marzenie, żeby być bardziej rozpoznawalni, ale myślę, że to co się stało zupełnie przerosło nasze oczekiwania.

Współpracowaliście z artystami takimi jak Sanah czy Krzysztof Zalewski i wieloma innymi. Które z muzycznych spotkań było dla was największym wyzwaniem, a które przyniosło najwięcej radości?

Kasia Sienkiewicz: Najmocniej zapadła mi w serce współpraca z Adamem Bałdychem, którego zaprosiliśmy do nagrania utworu “Polcia” na nasz trzeci album. To było niesamowite doświadczenie – Adam jest dla nas wielkim autorytetem i muzycznym idolem. Sam fakt, że grał z nami w studiu, był tak poruszający, że miałam łzy w oczach. Możliwość współdziałania z muzykami, których podziwiamy, to właśnie jedna z największych życiowych radości, jakie nam przynosi Kwiat Jabłoni.

Podobnie cieszyłam się współpracując z Natalią Kukulską czy Igorem Herbutem… Spełniamy nasze muzyczne marzenia, o których nie zdążyliśmy nawet zamarzyć.

A spotkanie z Sanah, która w tej chwili również bije rekordy popularności? 

Jacek Sienkiewicz: To wyszło bardzo naturalnie, bo znaliśmy się z różnych wydarzeń muzycznych, takich jak Bestsellery Empiku czy Fryderyki. Często mijaliśmy się na koncertach i backstage’ach, mieliśmy też okazję chwilę porozmawiać. Mamy wspólnych znajomych ze środowiska muzycznego – ja z Zuzią chodziłem na Uniwersytet Muzyczny w Warszawie, więc znaliśmy się już wcześniej.

Pewnego dnia Zuzia zadzwoniła i zapytała, czy chcielibyśmy wspólnie stworzyć utwór – miała na to konkretny pomysł i zaproponowała spotkanie. Spotkaliśmy się we trójkę u mnie w mieszkaniu, zagraliśmy piosenkę, wspólnie wymyśliliśmy, jak zaśpiewać refren na głosy. Potem poszliśmy do studia i nagranie przebiegło bardzo sprawnie.

Wiele osób wyobraża sobie, że współpraca z kimś tak popularnym jak Sanah wygląda jak duży, formalny projekt ustalany przez wytwórnie, w salach konferencyjnych. Tymczasem wszystko odbyło się po prostu po koleżeńsku – spontanicznie.

Występy na takich festiwalach jak Pol’and’Rock Festival czy Męskie Granie to są dziesiątki tysięcy fanów. Które koncerty są Wam bliższe? Tam, gdzie są tysiące, czy te bardziej kameralne w salach? Gdzie Wam się gra lepiej? Gdzie lepiej czujecie publiczność? 

Kasia Sienkiewicz: Podałeś dwa skrajne przykłady, a przecież na szczęście jest jeszcze cała gama doświadczeń pomiędzy. Pol’and’Rock to jeden z największych festiwali na świecie – rzeczywiście, widok dziesiątek, a niekiedy nawet setek tysięcy ludzi to coś absolutnie niecodziennego. Wychodzenie tam na scenę to były każdorazowo poruszające doświadczenia, niemalże szokujące – na pierwszych piosenkach ciężko było mi zawsze złapać oddech. Nasz perkusista Filip miał łzy w oczach… Mocne doświadczenia dla całego składu. Jednak muszę przyznać, że paradoksalnie tę największą energię, która nie zmiata mnie z powierzchni ziemi, ale pozytywnie nakręca, czuję od widowni w małych przestrzeniach na kilkaset osób. W takich klubach zagramy właśnie w UK, więc serio nie mogę się doczekać.

Jacek Sienkiewicz: To też zależy od pory roku albo od sytuacji. Teraz, kiedy już jesteśmy po całej trasie halowej po Polsce, z ogromną przyjemnością wrócę do kameralnych przestrzeni. Kontrast też jest zawsze przyjemny.

Czy planujecie rozwijać swoją działalność muzyczną także poza Polską? Myśleliście o piosenkach po angielsku i spróbowaniu sił na rynku anglojęzycznym?

Jacek Sienkiewicz: Słuchacze w Anglii mogą się spodziewać jednego anglojęzycznego coveru. Specjalnie na tę trasę go przygotowaliśmy – stary złoty przebój “Land down under”. Natomiast jeżeli chodzi o naszą autorską twórczość po angielsku, to ten temat wisi nieporuszony od dawna. Teraz graliśmy głównie w Polsce i nawet gdy wyjeżdżamy poza kraj, to nadal gramy przede wszystkim dla Polonii. Skierowanie się na odbiorcę, który nie zna polskiego, byłoby dla nas przełomowym krokiem. 

Kasia Sienkiewicz: To byłby wielki krok dla Kwiatu Jabłoni, ale mały krok dla ludzkości. (śmiech) Na razie nic tego nie zapowiada.

Do Wielkiej Brytanii przyjeżdżaliście nie tylko z koncertami. Bywaliście tutaj prywatnie. Co najbardziej zapadło Wam w pamięci? Z czym kojarzy Wam się Wielka Brytania? 

Kasia Sienkiewicz: Byłam w Wielkiej Brytanii wiele razy i szczególnie wiele dobrych wspomnień mam z Oxfordu – byłam tam wiele razy. To miejsce ma w sobie coś magicznego – wygląda jak z magicznego filmu, a do tego jest zachwycające estetycznie: bez reklam, uporządkowane, monochromatyczne. Dla mnie to wręcz miasto-utopia i z przyjemnością bym tam zamieszkała. Birmingham z kolei kocham za fenomenalny festiwal jazzowo-funkowy Mostly Jazz, który odbywa się u nich co roku w lipcu – tęsknię! No i uwielbiam londyńskie muzea. Będziemy zwiedzać Tate Modern i National Portrait Gallery mając day-off w Londynie.

Jacek Sienkiewicz: Londyn znam dość słabo, dlatego cieszę się, że będziemy mieli kilka dni na spokojne zwiedzanie. Za każdym razem, gdy jestem w Anglii, ogromne wrażenie robi na mnie spójność architektoniczna – czego bardzo brakuje mi w Polsce. Lubię ten styl zabudowy i to, że przestrzeń miejska nie jest zdominowana przez reklamy. To zawsze pierwsza rzecz, która rzuca mi się w oczy po przylocie.

Co chcielibyście przekazać naszej Polonii?

Jacek Sienkiewicz: Zapraszamy na koncerty! Rzadko przylatujemy na Wyspy, więc super będzie się spotkać.

Czego wam życzyć? 

Jacek Sienkiewicz: Szczęścia na całej trasie europejskiej, żeby organizacyjnie wszystko się udało. To jest duże przedsięwzięcie dla nas, z tymi samolotami, logistyką… 10 koncertów w 16 dni.

Kasia Sienkiewicz: Żebym zdążyła na wszystkie poranne zbiórki zespołu. Wiele z nich jest o 5:30… Dla mnie to prawdziwe wyzwanie!

Tego Wam życzę i bardzo dziękuję za rozmowę. 

Rozmawiał Jacek Różalski

Kwiat Jabłoni wystąpi:

12 czerwca w Londynie

13 czerwca w Birmingham

14 czerwca w Edynburgu