Leszek Możdżer na LOT Polish Jazz Festival: Mam dobre wspomnienia z Anglii
Występ Leszka Możdżera 26 września w londyńskiej Cadogan Hall będzie jednym z głównych wydarzeń pierwszego LOT Polish Jazz Festival. Pianista, znany z łączenia jazzu, klasyki i muzyki improwizowanej, opowiada nam o znaczeniu koncertu, współpracy z wielkimi postaciami sceny muzycznej, poszukiwaniu nowych brzmień oraz miejscu polskiego jazzu na świecie.
Londyńska publiczność usłyszy Pana 26 września w Cadogan Hall podczas LOT Polish Jazz Festival. Czego może się spodziewać po tym koncercie?
Jakość koncertu zależy od wielu elementów, liczy się wewnętrzna dyspozycja wykonawcy, warunki techniczne, jakość instrumentu, nastawienie publiczności… Zjawisko koncertu jest w ogóle dosyć zagadkową formułą spotkania i nie do końca wiadomo o co tak naprawdę w nim chodzi. W muzyce generalnie chodzi o zharmonizowanie pola mentalnego, podniesienie ducha, wzmocnienie poczucia godności słuchaczy poprzez wewnętrzne świadectwo artysty oraz odnalezienie piękna. Czy to wszystko uda się zrobić tego wieczoru? Nie wiem, mam nadzieję, że tak…

Występ w Londynie to okazja do spotkania z międzynarodową publicznością. Czy miał już Pan okazję grać w Wielkiej Brytanii? Jakie wrażenia zostawiły wcześniejsze koncerty?
Mam dobre wspomnienia z Anglii. Grałem tutaj wielokrotnie i zawsze byłem pozytywnie zaskoczony życzliwością brytyjskiej publiczności. Na koncerty co prawda przychodzi bardzo dużo moich rodaków, koledzy z innych krajów nawet zazdroszczą mi, że mamy tak silną reprezentację na emigracji i żalą mi się, że ich rodacy nie przychodzą tak tłumnie na ich koncerty, bo też chcieliby mieć takie wsparcie. Zauważyłem, że dużo Polaków zaprasza też na koncerty swoich brytyjskich znajomych chcąc podzielić się rodzimą kulturą. Często koncerty polskich muzyków są dla Brytyjczyków zaskoczeniem – okazuje się, że polscy muzycy reprezentują naprawdę wysoki poziom.
W swojej twórczości łączy Pan jazz, klasykę i improwizację, ale zawsze zachowuje Pan charakterystyczny styl. Co obecnie najbardziej inspiruje Pana do komponowania i koncertowania?
W moim życiu są dwie siły, które zmuszają mnie do działania – jedna to nacisk wewnętrzny powodujący przymus tworzenia i wydawania owoców swojej pracy oraz nacisk zewnętrzny, który czuję za każdym razem, kiedy przychodzą rachunki do zapłacenia. Znalezienie równowagi między tymi dwiema siłami jest najtrudniejsze, bo wewnętrzna siła zmusza do rozwoju i jest głosem duszy, a zewnętrzna siła uczy pokory i szlifuje ego. Chodzi o to, żeby ciągle być autentycznym i świeżym, a z drugiej strony rozumieć, że jestem tylko trybikiem w całej ogromnej, społecznej machinie. Próbuję się w tym odnaleźć, ale nie zawsze mi to wychodzi.
Występował Pan z wieloma wybitnymi artystami – od Tomasza Stańki po Davida Gilmoura. Czy któryś z tych muzycznych dialogów szczególnie wpłynął na Pana sposób myślenia o muzyce?
Każdy napotkany człowiek może być inspiracją, jeżeli ma się otwarte oczy. Oczywiście tak ogromne osobowości jak Gilmour czy Stańko to skarbnica wiedzy o życiu, bo przeszli niezwykle długą i trudną drogę, przez co mogą świadczyć o tym, jak zdobywać wewnętrzną siłę, ale też wiadomo, że nawet jak o tym mówią, to nikt nie jest w stanie do końca zrozumieć, co mają na myśli dopóki nie przejdzie podobnego doświadczenia. Słucham i uważnie obserwuję wielkich muzyków, ale staram się też pamiętać o tym, że każdy ma inną drogę i inne predyspozycje. Żeby być kimś, trzeba przede wszystkim być sobą.
Tworzy Pan również muzykę do filmów i spektakli teatralnych. Co daje Panu praca nad tego typu projektami – inny rodzaj wyrazu, dyscyplinę, a może inspirację do dalszych poszukiwań?
Praca przy muzyce ilustracyjnej jest dosyć trudna, jeżeli jest się przywiązanym do owoców własnej pracy. Jeżeli ma się zdrowy dystans do swoich własnych wyrobów, to praca kompozytora jest naprawdę przyjemna, ale trzeba się liczyć z tym, że bardzo dużo wytworzonych treści nadaje się do śmietnika. Nie dlatego, że jest niskiej jakości, tylko dlatego, że nie działa z obrazem tak, jak sobie tego życzy reżyser. Każdy dźwięk nabiera innego kontekstu i jego jakość mierzy się innymi kategoriami. Długo się uczyłem tej pokory i dzisiaj już pracuje mi się z łatwością, chociaż pierwsze próby były okupione ogromnym cierpieniem, kiedy musiałem wyrzucać dobre rzeczy do kosza, bo reżyser ich nie akceptował.
Czy dziś – po tylu projektach i występach na całym świecie – są jeszcze przestrzenie muzyczne, które chciałby Pan odkryć lub artystyczne wyzwania, które Pan sobie stawia?
Prowadzę poszukiwania wewnątrz samego systemu tonalnego. Zorientowałem się, że jestem niewolnikiem dwunastu klawiszy, całe życie wmawiano mi, że dźwięków jest tylko dwanaście, ale to nie jest prawda o muzyce. Odkrycie tego faktu odebrało mi dużo przyjemności z muzykowania, ale też popchnęło mnie na tory poszukiwań. Gram w tej chwili na trzech fortepianach naraz – jeden nastrojony w standardzie 440 Hz, drugi 432 Hz, a trzeci w systemie dziesiętnym. Staram się z tych trzech rodzajów strojenia zbudować jakiś nowy język i nawet mi się to czasami udaje – ostatnią płytę trio Możdżer Danielsson Fresco nagrałem na tych trzech fortepianach i wydaje mi się, że udało się zrobić wyłom, który ma jakiś artystyczny sens.
LOT Polish Jazz Festival to nie tylko koncerty, ale też promocja polskiej muzyki poza granicami kraju. Jak Pan ocenia miejsce polskiego jazzu w dzisiejszym pejzażu światowym?
Polska dysponuje ogromnymi zasobami w postaci doskonałych muzyków jazzowych. Polscy jazzmani grają na światowym poziomie, zwłaszcza młodzież. Polska scena jazzowa jest już nie do ogarnięcia, to są setki nazwisk wybitnych muzyków. Problemem jest to, że jazz jest w tej chwili falą odchodzącą i mam wrażenie, że traci publiczność. Na szczęście za jakiś czas będziemy znowu mieli przypływ, bo przypływ i odpływ to zasada rządząca niemal każdą dziedziną życia. Czekam więc spokojnie, mam nadzieję, że przypływ przyjdzie jeszcze za mojego życia.
Rozmawiał Jacek Różalski
MyPolska.uk i Tydzień Polski są patronami medialnymi wydarzenia.
LOT Polish Jazz Festival jest w części finansowany przez Instytut Adama Mickiewicza


