Piotr Wojtasik przed LOT Polish Jazz Festival: W Londynie zawsze gram z przyjemnością
Już 27 września wirtuoz trąbki Piotr Wojtasik wystąpi w Kings Place podczas LOT Polish Jazz Festival w Londynie. W rozmowie z MyPolska.uk opowiada o wyjątkowym znaczeniu festiwalu, pracy ze swoim zespołem – Piotr Wojtasik Quintet, sile improwizacji oraz o tym, dlaczego polski jazz zasługuje na światowe uznanie.
Czy udział w pierwszym polskim festiwalu jazzowym w Londynie ma dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie? Czy to po prostu kolejny koncert?
Dla mnie to będzie na pewno coś szczególnego. W najbliższym czasie gramy właśnie w Londynie, później w Tajpej na Tajwanie, a w listopadzie w Nowym Jorku. To nie jest więc pierwszy ani jedyny wyjazd, jednak Londyn ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Lubię to miasto. Wszystko tam mi się podoba. Grałem w Londynie może dwa lub trzy razy w życiu, czyli rzadko, ale zawsze z ogromną przyjemnością. Czekam na ten koncert, bo Londyn ma bardzo mocną scenę jazzową i znakomitych muzyków. Wielu z nich znam i podziwiam. Wiem też, że publiczność jest tam wymagająca, nawet wybredna, świetnie zna się na muzyce. To dla mnie wyzwanie, ale właśnie dlatego jest to tak piękne i ważne.

Na scenie w Kings Place wystąpisz ze swoim kwintetem. Czego może się spodziewać londyńska publiczność?
Zagram z moim regularnym zespołem, z którym koncertujemy od kilku lat. Dołączy do nas w dwóch utworach świetny angielski saksofonista Leo Richardson. Większość materiału będzie pochodziła z płyty Inkscape, którą nagrałem w zeszłym roku w Nowym Jorku w studiu Rudy’ego Van Geldera. To jest taki nasz aktualny znak rozpoznawczy.
Podczas koncertów staramy się dobierać utwory z ostatnich płyt czy kompozycji, nad którymi wciąż pracujemy – takie, które w moim odczuciu najlepiej pasują do nastroju konkretnego wieczoru, publiczności, a nawet akustyki sali. Dla mnie najważniejsze jest to, co wydarzy się tu i teraz – w czasie i miejscu koncertu. To zawsze ma sto razy większe znaczenie niż program ułożony wcześniej, który może kompletnie nie pasować do atmosfery i energii, jaka będzie panować w Londynie za miesiąc. Wszystko okaże się na miejscu.
Opowiedz trochę o swoim zespole. Jak długo gracie razem i co wyróżnia wasze brzmienie?
Gramy razem około czterech lat. Dla mnie to zaszczyt być częścią tego zespołu. Przez większość życia otaczałem się muzykami z zagranicy, głównie ze Stanów, ale też z różnych części Europy. Pracowałem głównie w międzynarodowych składach, jednak kilka lat temu okazało się, że w Polsce mamy muzyków na tak wysokim poziomie, że nie ma żadnego powodu, by sprowadzać kogoś z drugiego końca świata.
Kluczowe są tu dwa elementy. Po pierwsze: poziom każdego z nich. Tokaj, Barański, Żyta, Kaletka – to są artyści, którzy potrafią zagrać wszystko. Nie ma znaczenia czy to jest nowoczesny straight ahead, free czy polimetryczne groov’y.
Po drugie: komunikacja. My nie pracujemy nad utworami, ale nad językiem, który jest pomiędzy nami. To podróż. Możemy grać te same rzeczy przez parę dni w trasie trasie i nigdy się nie znudzimy. Za każdym razem wydarza się coś nowego. To jest największy walor tego zespołu.
Współpracowałeś z wieloma legendami jazzu – Billym Harperem, Joe Lovano, Archiem Sheppem. Które z tych spotkań najbardziej wpłynęły na twoje myślenie o muzyce i improwizacji?
To jest trochę bardziej złożony problem. Treści wypowiadane i wygrywane przez tych mistrzów są niezwykle pojemne i głębokie. Niekiedy na pełne zrozumienie ich trzeba czekać wiele lat . W tym czasie dochodzi do innych spotkań a one wszystkie na siebie działają . Trzeba wysiłku i ciągłej pracy nad sobą aby wytworzyć własny obraz brzmienie muzyki. Ostatnio grałem z Gregiem Osbym i dzięki niemu spojrzałem na muzykę z jeszcze innej strony. Dla mnie to są rzeczy, których nie da się w pełni usłyszeć z płyt. Dopiero kiedy grasz razem, z tych samych nut, w tym samym czasie, z tą samą sekcją – zaczynasz to przeżywać organicznie. To wchodzi w ciebie przez osmozę.
Poza samą nauką ,gra z wielkimi muzykami daje ogromną inspirację i radość życia. To jest coś, czego nie da się opisać słowami.
W twojej dyskografii są projekty klasyczne, ale też bardzo nietypowe – jak płyta z chórem synagogalnym. Skąd czerpiesz inspiracje do tak odważnych połączeń?
Od wielu lat co jakiś czas dopada mnie potrzeba usłyszenia tego co robię na co dzień w innej niż zwykle scenerii. Niecodzienne , często powiększone obsady wykonawcze , nie tylko ubogacają muzykę w warstwie kompozycyjną aranżacyjnej , fakturalnej czy brzmieniowej ale także wywierają na solistach innego sposobu gry , wykorzystywania innych niż w regularnych składach środków.
Polski jazz coraz częściej pojawia się na światowych scenach. Jak oceniasz jego pozycję w kontekście jazzu europejskiego i światowego?
Bardzo wysoko. Uważam, że polski jazz zajmuje wyjątkowe miejsce , choć nie wszyscy znakomici polscy muzycy zajmują miejsce na jakie zasługują.
Kiedy podróżuję, trafiam do różnych krajów i tam poznaję wielu artystów. Słucham na przykład jakiegoś francuskiego pianisty,którego ktoś przedstawia jako wielką postać, i rzeczywiście gra świetnie, z dużym talentem. Ale wracając po koncercie do hotelu, myślę sobie: „OK, ale Tokaj gra od niego dwa, trzy razy lepiej” – a nikt o nim tam nie mówi. Polska w ogóle jest silnym ośrodkiem europejskim jeśli chodzi o jazz.
Liczba szkół, festiwali, klubów czy wydawanych rocznie płyt najlepiej o tym świadczy.
A mógłbyś wymienić chociaż kilka nazwisk albo nazw zespołów?
Barański, Kaletka, Tokaj, Żyta – masz cztery. Nie chcę wymieniać więcej, bo zawsze się boję, że o kimś zapomnę. Muzyka to piękna, ale też bezlitosna dziedzina. Sama walka z nią jest ogromnym wysiłkiem. I tak największym krytykiem jest czas – jeśli coś nie jest dobre, to po prostu nie przetrwa. Jeśli przetrwa, to znaczy, że warto się z tego cieszyć.
Czy publiczność poza Polską odbiera twoją muzykę inaczej niż ta w kraju?
Tak, różnice są. Czasem nawet w jednej trasie, grając w kilku krajach, wyczuwa się inną energię. My też staramy się do tego dostrajać – nie zmieniamy swojej muzyki, ale szukamy wspólnego „feelingu” z publicznością. To zawsze jest rodzaj dialogu.
Na koniec – chciałbyś zaprosić londyńską publiczność, szczególnie Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii, na LOT Polish Jazz Festival?
Oczywiście. Polski jazz jest znakomity i warto go usłyszeć na żywo. Chciałbym powiedzieć wszystkim Polakom: nie przegapcie tej okazji. Może się okazać, że ta godzina czy dwie z muzyką zostaną z Wami na długo – i będzie to coś naprawdę pięknego. A jeśli nie, to po koncercie możecie wyskoczyć na Guinnessa – i ten wieczór też będzie udany.
Rozmawiał Jacek Różalski
MyPolska.uk i Tydzień Polski są patronami medialnymi wydarzenia.
LOT Polish Jazz Festival jest w części finansowany przez Instytut Adama Mickiewicza


