Artykuły , Historia

Polacy w Wehrmachcie i w armii alianckiej. Dyskusja na łamach The Guardian

Artykuł Jakuba Knery w dzienniku The Guardian o wystawie poświęconej Polakom wcielonym do Wehrmachtu wzbudził debatę wokół pamięci historycznej i narracji o ofiarach wojny. Głos w sprawie zabrali również Polacy z Wielkiej Brytanii, przypominając, że wielu wcielonych później walczyło po stronie aliantów.

Opublikowany 20 sierpnia w dzienniku The Guardian artykuł Jakuba Knery, zatytułowany „Our boys were forced into the enemy army to save loved ones”, wywołał szeroką debatę na temat pamięci historycznej w Polsce. Tekst dotyczył wystawy zorganizowanej przez Muzeum Gdańska, poświęconej setkom tysięcy obywateli II Rzeczypospolitej, którzy po aneksji Pomorza, Śląska i Wielkopolski przez III Rzeszę zostali przymusowo wcieleni do Wehrmachtu.

Wystawa oparta na fotografiach, pamiątkach rodzinnych i relacjach świadków dotykała jednego z najbardziej bolesnych i złożonych tematów polskiej historii: czy można być jednocześnie ofiarą i żołnierzem agresora. Szczególne kontrowersje wywołał tytuł wystawy – „Nasi chłopcy – Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy” – który część komentatorów odczytała jako próbę emocjonalnej identyfikacji z osobami służącymi w armii niemieckiej.

Autor artykułu przypomniał, że po wrześniu 1939 roku mieszkańcy wcielonych do Rzeszy regionów byli rejestrowani na tzw. Niemieckiej Liście Narodowej (Deutsche Volksliste), a młodzi mężczyźni podlegali obowiązkowi służby wojskowej w Wehrmachcie. Za odmowę groziła kara śmierci lub deportacja do obozu koncentracyjnego. Według historyków, między 400 a 450 tysięcy obywateli Polski zostało zmuszonych do walki w niemieckim mundurze – więcej niż liczyły siły Armii Krajowej.

Krytycy, m.in. politycy Prawa i Sprawiedliwości, zarzucali wystawie rozmywanie odpowiedzialności za wybuch wojny i moralne relatywizowanie udziału Polaków w działaniach zbrojnych po stronie agresora. Były prezydent Andrzej Duda nazwał użycie zwrotu „nasi” prowokacją moralną, a Jarosław Kaczyński ocenił, że wystawa sugeruje współudział Polski w II wojnie światowej. Przed muzeum zorganizowano protesty. Z kolei organizacje z Pomorza, w tym Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, broniły wystawy, wskazując, że opowiada ona o losach marginalizowanych przez dekady mieszkańców ziem wcielonych do Rzeszy.

Na łamach The Guardian głos zabrali również Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii.

W liście opublikowanym 26 sierpnia Krzysztof Nowakowski, wiceprzewodniczący Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie, przypomniał o losie tych, którzy – choć początkowo zmuszeni do służby w Wehrmachcie – ostatecznie trafili do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie:

„Artykuł nie wspomina, że około 90 000 Polaków, przymusowo wcielonych do Wehrmachtu, później walczyło w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Wielu z nich zdezerterowało i przedostało się na linię frontu alianckiego, inni zostali wzięci do niewoli. Po dokładnym przesłuchaniu, większość z nich – jeśli uznano, że nadają się do służby – dołączała do oddziałów walczących przeciwko nazistom”.

Drugi głos należy do dra Allana Dodds’a z Bramcote w Nottinghamshire, który podzielił się osobistym wspomnieniem:

„Mój dawny szef był Polakiem. Miał do wyboru śmierć w obozie koncentracyjnym albo służbę w Wehrmachcie – wybrał to drugie. Opowiadał, że większość czasu spędzał, sabotując własny sprzęt, co było skrajnie niebezpiecznym zajęciem, w które regularnie angażował się wraz z towarzyszami”.

Oba listy stanowią ważne uzupełnienie opowieści zaprezentowanej w artykule Knery. Nie negują one tragedii przymusowych wcieleń, lecz przypominają, że wielu tych mężczyzn – kiedy tylko miało taką możliwość – przechodziło na stronę aliantów i walczyło przeciwko III Rzeszy. Dla polskiej diaspory w Wielkiej Brytanii, gdzie pamięć o wkładzie Polaków w zwycięstwo nad nazizmem jest wciąż żywa, takie przypomnienie ma szczególną wagę.