Kultura , Polacy w UK

Polish Jazz Festival po raz pierwszy w Londynie – rozmowa z Łukaszem Droździelem

Od 15 do 29 września polski jazz zabrzmi w sercu Londynu w ramach pierwszej edycji Polish Jazz Festival. O idei wydarzenia, wyjątkowym programie i ambicjach, by na stałe wpisać polski jazz w brytyjski kalendarz muzyczny, opowiada jego twórca i organizator – Łukasz Droździel.

Skąd wziął się pomysł na zorganizowanie polskiego festiwalu jazzowego właśnie w Londynie?
Mieszkam w Wielkiej Brytanii od ponad 20 lat i do tej pory nikt nie zorganizował tu wydarzenia, które pokazywałoby różnorodność i bogactwo polskiej sceny jazzowej. Przez długi czas prowadziłem sieć klinik medycznych. Po sprzedaży firmy zacząłem się zastanawiać, czym chciałbym się dalej zajmować. Zawsze interesowała mnie muzyka, więc zacząłem angażować się w różne projekty muzyczne. Organizowałem już festiwale w Polsce, zapraszając brytyjskich artystów, a z czasem zacząłem działać także tutaj.

Sam pomysł na Polish Jazz Festival pojawił się podczas lotu.  Przypadkiem spotkałem w samolocie z Annę Marię Jopek. Rozmawialiśmy, a jej obecność – podobnie jak  Piotra Wojtasika, który również był na pokładzie – dała mi impuls, że warto zrobić coś związanego z polskim jazzem właśnie w Wielkiej Brytanii. Przyjaźnię się też z Piotrem Łyszkiewiczem, ważną postacią polskiej sceny jazzowej, który organizuje m.in. Ladies Jazz Festival w Trójmieście. Różne wątki połączyły się wtedy i decyzja zapadła.

Łukasz Droździel
Łukasz Droździel

Czyli natchnieniem była Anna Maria Jopek i ten wspólny lot.
Dokładnie. Ten pomysł dojrzewał już wcześniej, ale spotkanie z Anną Marią i Piotrem Wojtasikiem tylko mnie utwierdziło, że warto pójść właśnie w stronę jazzu. Jestem jego ogromnym fanem. Uważam, że Polska ma wyjątkową pozycję na jazzowej mapie świata, a marka „Polish Jazz” jest rozpoznawalna i ceniona. Potwierdza to zresztą reakcja na nasz festiwal.

Czy trudno jest zorganizować taki festiwal z udziałem tak znanych artystów? Jak długo trwały przygotowania?
Pierwsze prace ruszyły w połowie 2024 roku. Najpierw zastanawiałem się nad line-upem, rozmawiałem z artystami i jednocześnie szukałem odpowiednich sal koncertowych. I to właśnie dostęp do prestiżowych miejsc w Londynie był największym wyzwaniem. Bez wcześniejszego doświadczenia na rynku angielskim trudno byłoby mi przekonać menedżerów do współpracy. Najpierw trzeba zbudować zaufanie i udowodnić swoje kompetencje.

Na szczęście udało się – dzięki determinacji i wsparciu Piotra Łyszkiewicza, który wprowadził mnie w środowisko polskich artystów. Wielu z nich i tak koncertuje w Wielkiej Brytanii, więc postanowiliśmy nadać temu szerszy wymiar – zbudować wokół tego wspólne wydarzenie i zaprezentować polski jazz jako całość, a nie tylko pojedyncze występy.

Jak będzie wyglądał program festiwalu?
Zaczynamy 15 września koncertem Marcina Wasilewskiego Trio w King’s Place – to będzie takie otwarcie, prolog całego festiwalu. Główna część odbędzie się od 26 do 29 września i obejmie pięć koncertów w ciągu czterech dni.

W Cadogan Hall wystąpią Anna Maria Jopek i Leszek Możdżer. To legendarne miejsce, w którym regularnie odbywa się London Jazz Festival, a także koncerty Royal Philharmonic Orchestra. W kolejnym dniu, w King’s Place, zagra Piotr Wojtasik Quintet. 28 września planujemy dwa koncerty w PizzaExpress Jazz Club w Soho. Wczesnym popołudniem wystąpi Alice Zawadzki – brytyjska artystka polskiego pochodzenia, dwujęzyczna, z bardzo ciekawym podejściem do muzyki. Wieczorem tego samego dnia zagra Aga Zaryan. A na finał, 29 września, w tym samym klubie, wystąpi Sławek Uniatowski.

PizzaExpress to bardzo kameralne miejsce – tylko 110 miejsc, ale z ogromną renomą. Występowali tam m.in. Tony Bennett, Norah Jones, Amy Winehouse czy Diana Krall. Cieszę się, że właśnie tam zakończymy festiwal.

Na scenie pojawią się też brytyjscy goście. Kogo usłyszymy?
Dzięki współpracy z Instytutem Adama Mickiewicza do każdego koncertu dołączą młodzi brytyjscy artyści. Z Marcinem Wasilewskim wystąpi saksofonistka Emma Rawicz, z Anną Marią Jopek – trębacz Mark Kavuma, z Leszkiem Możdżerem – perkusista Chiminyo. Piotr Wojtasik zaprosił do współpracy saksofonistę Leo Richardsona, Aga Zaryan – gitarzystę Ant Lawa, a Sławek Uniatowski – trębaczkę Poppy Daniels. To dodaje festiwalowi międzynarodowego charakteru.

Czy festiwal będzie miał charakter cykliczny?
Taki jest plan. Już rozmawiamy z artystami i londyńskimi obiektami o kolejnej edycji w 2026 roku. Ujawnię, że wstępnie rozmawiałem już z Urszulą Dudziak, która wyraziła zainteresowanie udziałem w przyszłym roku jako jedna z gwiazd. Ale na razie nie mamy jeszcze podpisanej umowy.

Czy polski jazz jest znany brytyjskiej publiczności?
Tak, choć oczywiście trudno dokładnie zmierzyć proporcje między polskimi a brytyjskimi słuchaczami. Ale artyści tacy jak Aga Zaryan czy Marcin Wasilewski występowali już w Cadogan Hall przy pełnej sali. Leszek Możdżer koncertuje na całym świecie, Anna Maria Jopek grała m.in. w Japonii, Tajwanie, Istambule i Chicago. Nazwiska tych artystów są rozpoznawalne i przyciągają międzynarodową publiczność.

Sławek Uniatowski wystąpi w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy, a bilety na jego koncert sprzedają się bardzo dobrze. Myślę, że zaznaczy swoją obecność na londyńskiej scenie na przyszłość.

Czy celem festiwalu jest również popularyzacja polskiego jazzu na świecie?
Tak, bardzo mi na tym zależy. Chodzi o to, żeby zaprezentować polski jazz nie tylko przez pryzmat pojedynczych artystów, ale jako całość – z dziedzictwem Komedy, Stańki, Trzaskowskiego, Urbaniaka i innych. Kilka lat temu BBC transmitowało koncert poświęcony Tomaszowi Stańce, co pokazuje, że także brytyjskie instytucje doceniają polski jazz. Chciałbym dotrzeć zarówno do międzynarodowej publiczności w Londynie, jak i do młodych Polaków mieszkających na Wyspach, którzy mogą jeszcze nie znać tej części naszej kultury.

Czy festiwal może się w przyszłości odbywać również w innych miastach?
Zdecydowanie tak. Myślimy o Manchesterze i Edynburgu. Chcielibyśmy, by marka Polish Jazz Festival stała się mobilna – żeby można było ją zaprezentować poza Londynem. Tegoroczna edycja to jest dla nas otwarcie bram z polskim jazzem w wymiarze festiwalowym. Póki co jestem bardzo zadowolony z efektów.

Gdzie można kupić bilety na koncerty?
Na stronie festiwalu znajdzie się pełna lista artystów i linki do sprzedaży biletów. Każdy z obiektów prowadzi sprzedaż osobno, więc odsyłamy bezpośrednio do ich platform. To również pomaga w promocji – te miejsca mają swoją renomę, więc samo pojawienie się w ich programie działa na korzyść wydarzenia.

Jaką rolę odgrywają partnerzy festiwalu – Instytut Adama Mickiewicza i Polish Cultural Institute w Londynie?
Instytut Adama Mickiewicza wspiera nas finansowo, organizacyjnie i promocyjnie. Polish Cultural Institute w Londynie wspiera nas głównie marketingowo. W najbliższych dniach planujemy też ogłoszenie jednego z partnerów jako sponsora tytularnego.

Na koniec – czym ten festiwal jest dla Ciebie osobiście?
To moja druga ścieżka zawodowa. Wyzwanie, które daje ogromną satysfakcję. Uważam, że polski jazz jest jednym najcenniejszych dóbr naszej kultury. Pamiętajmy, że nie było dotąd festiwalu w Londynie, który zebrałby tę scenę w jedną, spójną całość. Chciałbym, żeby świat zobaczył, jak znakomitych mamy muzyków i jak silna jest nasza kultura jazzowa. To dla mnie nie tylko projekt muzyczny – to osobiste zaangażowanie w promocję polskiej  marki i naszej tożsamości przez sztukę.

Rozmawiał Jacek Różalski

MyPolska.uk i Tydzień Polski są patronami medialnymi wydarzenia

LOT Polish Jazz Festival jest w części finansowany przez Instytut Adama Mickiewicza