Artykuły , Kultura

Polska fotografka Ania Hrycyna celebruje rzeczywistość karmienia piersią

Z okazji Światowego Tygodnia Karmienia Piersią (1-7 sierpnia), polska fotografka z południowego Londynu, Ania Hrycyna, po raz trzeci stworzyła poruszający projekt fotograficzny celebrujący kobiecą siłę i rzeczywistość karmienia piersią. Jej najnowsza sesja „Forest of Support” została zrealizowana z udziałem ośmiu lokalnych mam z Coulsdon. Ta artystyczna wizja to również społeczny manifest o potrzebie realnego wsparcia. W obiektywie Ani matki z dziećmi nie pozują, dzielą się swoją prawdą, pokazując piękno i trud macierzyństwa bez retuszu.

Z Anią rozmawiamy o kulisach powstania projektu, osobistej motywacji i o tym, dlaczego wsparcie dla karmiących mam to nie kaprys, a konieczność.

Skąd wziął się pomysł na stworzenie sesji „Forest of Support”?

Sesja „Forest of Support” powstała z okazji Światowego Tygodnia Karmienia Piersią, który co roku ma inny temat przewodni. Tym razem brzmiał on: Prioritize Breastfeeding – Create Sustainable Support Systems, czyli Postaw na karmienie piersią – twórz zrównoważone systemy wsparcia. To hasło stało się dla mnie inspiracją – zarówno w warstwie dosłownej, jak i symbolicznej.

Z jednej strony mamy tu odniesienie do ekologii i natury karmienia piersią, z drugiej – potrzebę tworzenia trwałego wsparcia dla kobiet: systemowego, społecznego, codziennego. Te dwa wątki połączyłam w wizji kreatywnej, która zabrała nas do lasu. Nazwa „Forest of Support” łączy więc wszystko: naturę, siostrzeństwo, bliskość i to, co najbardziej pierwotne – karmienie i wspólnotę.

To już trzecia edycja Twojego projektu – co się zmieniło od pierwszej? Jak dojrzewał ten projekt?

Za pierwszym razem chodziło mi przede wszystkim o stworzenie pięknych zdjęć – byłam zainspirowana tym, co widziałam u polskich fotografek i chciałam spróbować tego sama. Z każdą kolejną edycją projekt zaczął nabierać głębszego znaczenia. Przy poprzedniej edycji pozbierałam od mam historie ich karmienia, które poruszały trudności, radości i codzienność tego doświadczenia. Te opowieści zostały zauważone także w mediach – dotarły m.in. do Huffington Post Parents, co było dla mnie ogromnym wyróżnieniem.

W tym roku projekt dojrzał jeszcze bardziej – poza zdjęciami równie ważna stała się warstwa edukacyjna. Współpracuję z certyfikowaną doradczynią laktacyjną, Helen, która brała udział w dwóch poprzednich edycjach i to właśnie ona zainspirowała mnie do zorganizowania kolejnej sesji. Tym razem zdjęciom towarzyszy kampania edukacyjna w mediach społecznościowych, która dotyka tematu przewodniego Tygodnia Karmienia Piersią. Myślę, że to właśnie największa zmiana – projekt stał się nie tylko wizualnym świętem macierzyństwa, ale też realnym wsparciem i źródłem wiedzy.

Jest pomysł żeby w przyszłym roku jeszcze bardziej rozwinąć to wydarzenie i uczynić je prawdziwym świętem dla mam. Ale nic więcej póki co nie zdradzam.

Dlaczego zdecydowałaś się na pracę z lokalnymi mamami z Coulsdon?

Coulsdon to moje miejsce – tu mieszkam, tu wychowuję dzieci i chcę być częścią tej lokalnej społeczności. Ten projekt to mój sposób na aktywne uczestniczenie w jej życiu i wspieranie innych mam, które są blisko – nie tylko dosłownie, ale też emocjonalnie.

Choć projekt zrodził się lokalnie, jego zasięg zdecydowanie wyszedł poza Coulsdon. Zgłaszały się do mnie mamy z całego Londynu, a nawet z dalszych miejsc, jak Kingston czy Brighton. Ogłaszałam model call na Instagramie i przez newsletter, więc dotarł do kobiet z różnych części regionu – i to też jest piękne, że ten temat rezonuje tak szeroko. To co łączy wszystkie mamy to potrzeba wspólnoty,

Jak wyglądała organizacja sesji? Z jakimi spotkałaś się z trudnościami lub niespodziankami?

Wszystko zaczęło się od pomysłu i potrzeby – a konkretnie od momentu, gdy podczas biegania trafiłam na piękną, leśną polanę pokrytą paprociami. Przefiltrowane przez drzewa światło, cisza, zieleń – od razu wiedziałam, że to jest „to miejsce”. Wtedy wszystko zaczęło się układać: temat sesji, koncept wizualny, układ zdjęć. Całą resztę – model call, komunikację, stylizacje – ogarnęłam krok po kroku. Zresztą planuję podzielić się tym dokładnie na Instagramie, bo wiem, że wiele osób interesuje, jak wygląda organizacja takiego projektu od kulis.

Największą trudnością – a raczej niespodzianką – była sytuacja sprzed sesji: tydzień przed wydarzeniem wróciłam na tę polanę, by sprawdzić światło i… odkryłam, że wszystkie paprocie zostały wycięte. Byłam w szoku. Przez dwa dni myślałam, że to koniec całego konceptu, ale mój analityczny mózg szybko wrócił na tory działania. Zaczęłam szukać planu B i… znalazłam jeszcze piękniejsze miejsce – równie magiczną leśną polanę, która ostatecznie stała się tłem naszej opowieści. Czasem coś, co wydaje się katastrofą, okazuje się darem. Dodatkowym wyzwaniem był telefon od jednej z mam dosłownie 15 minut przed startem – jej dziecko źle się poczuło i nie dotarli. Miałam przygotowaną koncepcję na dziewięć mam, więc musiałam szybko przearanżować ustawienia. Takie rzeczy się zdarzają, ale udało się – i jestem dumna z efektu.

Co było dla Ciebie najważniejsze podczas tworzenia tej sesji?

Najważniejsze dla mnie było stworzenie atmosfery, w której mamy czułyby się swobodnie, bezpiecznie i zaopiekowane – nie tylko podczas samej sesji, ale już od pierwszego kontaktu. Karmienie piersią to bardzo intymna i osobista sytuacja, więc zależało mi, żeby każda z nich mogła poczuć się dobrze z tym, co robi, żeby mogła być z tego dumna i żeby wiedziała, że to, co tworzymy razem, ma znaczenie.

Zawsze zależy mi na tym, by mamy czuły się zaopiekowane, ale przy tym projekcie – gdzie dochodzi emocja, bliskość, wspólny przekaz – miało to dla mnie szczególne znaczenie. Chciałam też, żeby cały koncept był spójny, żeby zdjęcia mówiły same za siebie i żeby ta wiadomość – o sile wsparcia, o pięknie codzienności, o dumie z bycia mamą – była w nich czytelna.

Najbardziej poruszyło mnie to, jak szybko między mamami zrodziło się poczucie wspólnoty. Choć wiele z nich widziało się po raz pierwszy, od razu pojawiła się czułość, uśmiechy, gesty wsparcia – jakby znały się od dawna. To pokazuje, jak bardzo potrzebujemy takich spotkań – prawdziwych, bez presji, z miejscem na bycie sobą. I to chyba było dla mnie największym potwierdzeniem, że warto.

Jak Twoje własne doświadczenie macierzyństwa wpłynęło na Twoją drogę artystyczną?

Moje doświadczenie macierzyństwa było absolutnym katalizatorem tej artystycznej drogi. To ono nadało jej kierunek. Całą moją fotografię poświęcam mamom – to taki mój mały wkład w to, by je celebrować, by sprawić, że poczują się widziane. Chciałabym przytulić każdą z nich i powiedzieć: „Widzę cię. Wiem, jak jest trudno.” Bo wiem. Mnie też jest trudno. Wychowywanie dzieci, szczególnie na emigracji, z dala od rodziny, to często samotna i przytłaczająca droga. I właśnie dlatego moja praca to taki fotograficzny uścisk – z całego serca.

Chcę dawać mamom zdjęcia, które staną się kotwicą – przypomnieniem, jak dzieci na nie patrzą z miłością, jak trzymają je za twarz, jak tulą się do nich z pełnym zaufaniem. Te drobne gesty często giną w codzienności. Sama dobrze wiem, jak to jest, gdy ma się ochotę spakować dzieci do paczki i wysłać do dziadków (może nie mówimy tego głośno, ale każda z nas to czuje). Wiem też, jak wygląda macierzyństwo z depresją poporodową, bo przez to przeszłam. To doświadczenie tylko mocniej uwrażliwiło mnie na potrzeby innych kobiet. Dlatego, gdy spotykam się z mamami na sesji – nie przychodzę tylko robić zdjęcia. Ja naprawdę chcę z nimi być. Zobaczyć je. Usłyszeć. Dać im coś więcej niż tylko fotografie.

Czy któraś z historii uczestniczek szczególnie Cię poruszyła?

Historia Julianny była szczególna. To mama, która bardzo walczyła o to, by móc karmić swoją córeczkę piersią. Po porodzie zostały w szpitalu, a przez żółtaczkę mała nie mogła być przez dłuższy czas przystawiana. To był ogromny wysiłek i stres, pojawiające się pytania, czy dziecko na pewno się najada – coś, co zna niemal każda mama.

Julianna miała to szczęście, że trafiła na wspierające położne i doradczynie laktacyjne, i dzięki ich pomocy udało się. Karmiła wyłącznie piersią. Ale wiem też, że nie każda historia kończy się w ten sposób. Wiele mam daje z siebie wszystko – i mimo to się nie udaje. Właśnie dlatego dzielenie się tymi historiami jest tak ważne. Bo karmienie – niezależnie od tego, jak wygląda – potrafi być bardzo samotną drogą. A kiedy widzisz, że inne kobiety też przez to przechodzą, że nie tylko ty – to daje siłę. I to właśnie jest dla mnie jednym z celów tego projektu.

Jakie emocje towarzyszyły Ci podczas fotografowania tak intymnych momentów?

Przyznam szczerze, że podczas samego fotografowania nie było za wiele przestrzeni na emocje – byłam skupiona na tym, żeby wszystko przebiegło sprawnie i żeby każda z mam czuła się komfortowo. Atmosfera była bardzo przyjazna, więc było też dużo radości i śmiechu. Ale te głębsze emocje przyszły dopiero później – kiedy usiadłam przed komputerem i zaczęłam przeglądać zdjęcia.

Wtedy dotarło do mnie, jak ogromnie jestem wdzięczna. Za to, że te kobiety mi zaufały. Że otworzyły się przede mną w tak intymnych momentach. Że pozwoliły mi wejść do swojej rzeczywistości, podzieliły się swoimi historiami i dały się sfotografować tak prawdziwie. Ta wdzięczność naprawdę mnie przytłoczyła – w najlepszym możliwym sensie.

Twój projekt ma wymiar artystyczny, ale też edukacyjny i społeczny. Jakie reakcje otrzymujesz od odbiorców?

Najbardziej zaskoczyły mnie chyba podziękowania. Nie za konkretne zdjęcie czy za piękne światło – ale za sam fakt, że ten projekt w ogóle powstał. Że go tworzę. Że ktoś poświęca czas i energię, żeby pokazać te historie. To zwykłe „dziękuję, że to robisz” ma dla mnie ogromne znaczenie i zostaje w sercu na długo.

Odbiór jest naprawdę bardzo pozytywny – zarówno jeśli chodzi o wymiar artystyczny, jak i ten społeczny czy edukacyjny. Mamy piszą, że te zdjęcia poruszają, że wzruszają, że dodają siły. Czuję, że to, co robię, trafia tam, gdzie miało – do serc innych kobiet. I to jest najważniejsze.

Czego Twoim zdaniem najbardziej brakuje w systemie wsparcia dla mam karmiących piersią?

Myślę, że najbardziej brakuje szeroko dostępnego, opartego na faktach wsparcia – zarówno emocjonalnego, jak i merytorycznego. Wokół karmienia piersią krąży mnóstwo opinii, ale brakuje rzetelnej, praktycznej wiedzy, do której mama może łatwo sięgnąć.

Dostęp do doradczyń laktacyjnych czy specjalistycznych klinik jest ograniczony – sama miałam trudność z odnalezieniem konkretnych informacji, gdzie szukać pomocy, szczególnie poza NHS. Korzystałam z Breastfeeding Cafes, które były dobre doraźnie, ale nie miałam poczucia ciągłości wsparcia. Co ciekawe, najwięcej praktycznej wiedzy czerpałam z polskich źródeł – może dlatego, że po polsku łatwiej mi się przyswaja, ale też dlatego, że po angielsku po prostu brakowało mi konkretnych, rzetelnych materiałów. Uważam, że w systemie nadal za mało jest edukacji – tej spokojnej, opartej na dowodach, dostępnej już na etapie ciąży, a nie dopiero, gdy pojawi się problem.

Jakie znaczenie ma dla Ciebie fotografia jako narzędzie opowiadania prawdziwych historii?

Fotografia to dla mnie dowód, że coś się wydarzyło. Jest takie powiedzenie w internecie: „Nie ma zdjęcia? To się nie wydarzyło” – i choć brzmi żartobliwie, jest w tym trochę prawdy. Zdjęcia zatrzymują czas, pozwalają wrócić do emocji, których już często nie pamiętamy. Każdy z nas ma chyba pudełko zdjęć, które przegląda z uśmiechem – i to właśnie jest ta magia.

Dla mnie fotografia to przede wszystkim narzędzie do dokumentowania emocji. W tym projekcie zdjęcia są czymś więcej niż tylko obrazem – one zwracają uwagę na to, co kryje się pod spodem: wsparcie, bliskość, siostrzeństwo i determinację. Pokazują piękno karmienia piersią, ale też przypominają o trudnościach, które wiele mam musiało pokonać, by w ogóle dojść do tego momentu. I to właśnie jest siła fotografii – że potrafi być początkiem rozmowy, punktem zatrzymania, lustrem prawdziwego życia.

Czy planujesz kolejne edycje?

Absolutnie tak! Ten projekt jest dla mnie bardzo ważny i wiem, że chcę go kontynuować. Za każdym razem spotykam mamy, które pokazują mi, jak bardzo potrzebne są wydarzenia specjalnie dla nich – pełne czułości, siostrzeństwa i szczerości.

Moim małym marzeniem jest zorganizować kiedyś edycję w samym sercu Londynu. Być może grupowe zdjęcie na schodach St. Paul’s Cathedral albo na Moście Westminsterskim – coś symbolicznego, widocznego, głośnego. Od marzeń wszystko się zaczyna, prawda?

Co chciałabyś, żeby odbiorcy wynieśli z oglądania tych zdjęć?

Chciałabym, żeby zobaczyli w tych zdjęciach przede wszystkim mamy – ich siłę, determinację i odwagę. Żeby dostrzegli, że za każdym zdjęciem stoi prawdziwa historia, często pełna wyzwań, walki i czułości. Mam też nadzieję, że te obrazy skłonią do refleksji nad tym, jak bardzo potrzebne jest wsparcie dla mam karmiących – nie tylko ze strony systemu, ale przede wszystkim ze strony najbliższego otoczenia i całego społeczeństwa.

W świecie, w którym kobiety nadal muszą tłumaczyć się z karmienia w miejscu publicznym, te zdjęcia mają być przypomnieniem, że karmienie to coś naturalnego, pięknego – i często piekielnie trudnego. Chciałabym, żebyśmy zamiast oceniać, zaczęli wspierać. Żebyśmy nauczyli się patrzeć z czułością, uznaniem i szacunkiem. Bo te kobiety naprawdę na to zasługują.

Dziękuję za rozmowę.

Ania Hrycyna | hello@aniahrycyna.com | www.aniahrycyna.com

Kilka faktów:

● 81% mam w Wielkiej Brytanii rozpoczyna karmienie piersią, ale tylko 1% karmi wyłącznie piersią do 6.

miesiąca życia (UNICEF UK).

● W Anglii jedynie 52,7% dzieci jest nadal karmionych piersią w 6–8 tygodniu życia (GOV.UK).

● 8 na 10 mam kończy karmienie wcześniej, niż by chciały — najczęściej z powodu braku odpowiedniego wsparcia.