Polskie kolędy w Katedrze westminsterskiej w Londynie
Katedra westminsterska, choć tak odległa od mazowieckich pól czy góralskich chat, w zeszłą sobotę była na wskroś polską. W głosach kolędników i zgromadzonej publiczności słychać było tęsknotę, radość, czasem nutę melancholii.
Kolędy mają niesamowitą moc. Przywołują wspomnienia – śnieżne zimy, ciepło pieca, zapach pierników i wspólny śpiew przy wigilijnym stole. Nawet jeśli od tamtych czasów minęły lata, a nasze życie przeniosło się do zgiełku wielkiego miasta, wystarczy jeden dźwięk, jedno słowo, by wrócić do tych chwil.

Nie można pozostać obojętnym
Kolędowanie w Londynie to coś więcej niż tylko tradycja. To symbol przynależności, tożsamości, łączności z krajem, z którego pochodzimy. Śpiewając kolędy, stajemy się częścią czegoś większego – wspólnoty, która przetrwała wieki. W tych prostych, ale pełnych mocy melodiach jest coś, co dotyka najgłębszych strun naszej duszy.
Kto był na koncercie polskich kolęd w londyńskiej katedrze westminsterskiej, ten wie, o czym mówię. Czy mogliście pozostać obojętni, słuchając „Bóg się rodzi” w majestatycznym wykonaniu chórów Ave Verum & John Paul II? Czy serce nie zadrżało Wam przy dźwiękach „Lulajże Jezuniu” w subtelnym brzmieniu chóru Fiołki? Te różnorodne brzmienia, od monumentalnych po kojące, splatały się w jedną opowieść – o miłości, nadziei i pokoju.
Kiedy wybrzmiały polskie kolędy w murach katedry, czułem, że coś się zmieniło. Ten wieczór był jak oddech – głęboki, oczyszczający, napełniający spokojem.
Za to właśnie chciałbym podziękować artystom (Ave Verum i John Paul II, Fiołki, kapela Równicy). Dziękuję również organizatorom (na czele z Januszem Sikorą Sikorskim) – to Wy sprawiliście, że na chwilę staliśmy się aniołami.

Tradycja z ambicjami…
Jeśli prawdą jest, że muzyka łagodzi obyczaje, to słowa mojej babci (kolędy w anioły nas przemieniają) są tego najlepszym dowodem. Czy Państwo również to czuliście, śpiewając polskie kolędy i pastorałki w londyńskiej katedrze? A może Wasi rodzice lub dziadkowie wspominali podobnych wzruszających chwilach np. podczas kolędowania na Trafalgar Square? Może macie fotografie z tamtych czasów? Chętnie byśmy je zobaczyli…

Historia polskiego kolędowania na Trafalgar Square rozpoczęła się skromnie, choć z ambicjami. Wigilia 1955 roku przyniosła zapowiedź czegoś niezwykłego: niewielkie ogłoszenie w „Dzienniku” zapraszało na próbę połączonych chórów okręgu londyńskiego, mającą przygotować program kolędowy na występ 1 stycznia. Pomysł szybko chwycił. Już tydzień później reporter „Dziennika” relacjonował przygotowania do wydarzenia, które zapowiadano jako pierwszy występ polskiego chóru na Trafalgar Square. Zgromadzono chór liczący 250 osób; udział wzięło siedem zjednoczonych chórów z Londynu i okolic. Pierwszy koncert przyciągnął setki Polaków oraz niemałe grono Anglików, zaskoczonych pięknem polskich kolęd.

…i z problemami
Rok 1956 przyniósł dalszy rozwój tej tradycji. Już nie w ogłoszeniach, lecz na pierwszej stronie gazety pojawiła się zapowiedź wydarzenia, a w szczegółach opisano program: 200-osobowy chór miał wykonać osiem kolęd w układzie wielogłosowym, a pięć kolejnych zaśpiewać wspólnie z publicznością. Wymieniono dokładnie wszystkie uczestniczące zespoły – od Chóru Akademickiego po chór parafialny z Croydon.

Tradycja rozwijała się z rozmachem, ale nie bez problemów. W roku 1958 Karol Zbyszewski w swojej stałej rubryce „Tydzień w Londynie” krytykował organizację koncertu. Redaktor pisał z goryczą: „Chóry polskie tradycyjnie po polsku zwróciły się dopiero w grudniu o wyznaczenie terminu. Usłyszały naturalnie: Sorry, za późno, wszystkie zabookowane. Jeśli nie chcą śpiewać tylko sobie a fontannom, muszą już teraz, w styczniu, zabookować Trafalgar Square na przyszłe Boże Narodzenie”.
Pomimo problemów organizacyjnych tradycja trwała. W latach 60. koncerty odbywały się regularnie, choć z roku na rok były coraz mniej liczebne. Z czasem tradycja wygasła.

Polskie centrum świątecznej harmonii
Londyn jest domem dla około 200 tysięcy Polaków. To liczba, która imponuje i budzi refleksję – jak tę obecność wyrazić? Wyobraźmy sobie, że w tym duchu polska społeczność Londynu wraca do pięknego zwyczaju – wspólnego śpiewania kolęd. Trafalgar Square, jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na świecie, mogłoby na chwilę stać się polskim centrum świątecznej harmonii – nie tylko świąteczną atrakcją, ale również gestem promocji polskiego dziedzictwa.
Jarosław Koźmiński

