Artykuły

Ryanair odmawia odszkodowania za zniszczony bagaż, bo walizka miała ponad trzy lata

Czerwcowy lot z Edynburga do Poznania zakończył się dla mnie szarpaniną z uszkodzonym bagażem, walką z formularzem reklamacyjnym i nadzieją, że linia lotnicza choć częściowo weźmie odpowiedzialność za zmasakrowanie walizki. 29 lipca dostałem odpowiedź: odszkodowania nie będzie. Walizka miała ponad trzy lata, więc według Ryanaira… była nic nie warta.

4 czerwca leciałem Ryanairem z Edynburga do Poznania. Walizkę – dużą, sprawną, z kompletem kółek i rączek – nadałem do luku bagażowego. Lot był spokojny, wylądowaliśmy przed czasem. Po kontroli paszportowej ruszyłem odebrać bagaż. Czekałem i czekałem. Walizki długo nie było. W końcu się pojawiła – w stanie agonalnym: zmiażdżona powłoka, wyrwana rączka, brak jednego kółka, a ze środka wystawały moje swetry i dżinsy.

Zgłosiłem reklamację na lotnisku. Pracownica punktu obsługi spisała protokół, dała stretch do owinięcia i poinformowała o dalszych krokach. Wniosek o odszkodowanie złożyłem online tego samego dnia – nie bez problemów, bo system Ryanaira uparcie go odrzucał, mimo że wszystko było wpisane poprawnie.

Czekałem prawie dwa miesiące. 29 lipca Ryanair wreszcie odpisał. Otworzyłem maila z nadzieją, że ktoś uzna, że rozwalenie bagażu do tego stopnia to jednak przesada – i że należy się choćby symboliczna rekompensata. I co przeczytałem?

Walizka miała więcej niż trzy lata, więc nic mi się nie należy. Według polityki Ryanaira – zgodnej rzekomo z Konwencją Montrealską z 1999 roku – przedmiot po trzech latach użytkowania uznaje się za całkowicie zamortyzowany. Ma wartość zerową. A skoro coś jest warte zero, to i odszkodowanie wynosi zero.

Na końcu grzeczne:

We regret any inconvenience caused and appreciate your understanding. Should you have further questions, please do not hesitate to contact us.

Kind regards,
Mateusz S.,
Ryanair Customer Service

Czyli: możesz nadać sprawny bagaż, możesz odebrać go w strzępach, z ubraniami wypadającymi ze środka, ale jeśli miał więcej niż trzy lata – to nie był nic wart. Dziękujemy, pozdrawiamy, Mateusz S.

Gdybym znał te przepisy i był nieuczciwy, wpisałbym we wniosku, że walizka miała dwa lata, a nie pięć. Może wtedy coś by się należało. Ale nie znałem. I w życiu staram się trzymać faktów, nie wymyślać wersji pod formularz.

Walizka była używana, ale sprawna. Nadal się domykała, miała wszystkie rączki i kółka. Dla mnie była warta dużo więcej niż zero. Dla Ryanaira – nie była warta nic. Uczciwość, jak widać, nie zawsze opłaca. Brak wiedzy o obowiązujących przepisach także.

Jacek Różalski