Szlaki Polskiego Londynu
Zaczęliśmy spacer z nadzieją na odnalezienie miejsc, które odegrały ogromną rolę w czasie II wojny światowej i po niej – tam, gdzie działał rząd RP na uchodźstwie, gdzie zapadały decyzje o przyszłości Polski, gdzie Polacy próbowali zachować ducha wolnej ojczyzny z dala od okupowanej Warszawy.
Niestety – większość z tych miejsc dziś nie nosi żadnych śladów polskości. Żadnych tablic, znaków czy nawet wzmianki. Dawne siedziby przekształcono w prywatne rezydencje, biura, apartamenty. Gdyby nie dokumenty i źródła historyczne, trudno byłoby uwierzyć, że to właśnie tam tętniło życie polskiej emigracji niepodległościowej.
Przykładem może być Pałac Rothschildów, który w latach 40. był siedzibą prezydium Rady Ministrów RP na uchodźstwie. Dziś – żadnej tablicy, żadnego śladu. Próba zrobienia zdjęcia zakończyła się grzecznym, ale stanowczym wyproszeniem. Podobnie w Cornwall Gardens czy Bolton Gardens, gdzie mieściły się ważne instytucje – dziś to tylko kolejne adresy na mapie Londynu.
Ale to nie był tylko gorzki spacer.
Były też miejsca, które wciąż żyją polską pamięcią. Jednym z nich była legendarna restauracja „Daquise”, działająca nieprzerwanie od 1947 roku. Na ścianach – zdjęcia generałów, polskich oficerów, kawalerii. W powietrzu – coś znajomego, jakby oddech domu.
Wzruszenie przyszło w Lennox Gardens, gdzie znajduje się tablica poświęcona Edwardowi Raczyńskiemu – prezydentowi RP na uchodźstwie. Skromna, ale symboliczna – pokazuje, że choć wiele zapomniano, nie wszystko przepadło.
Kulminacją był Instytut i Muzeum im. gen. Władysława Sikorskiego przy Princes Gate. Przekroczyliśmy próg z obawą, ale zostaliśmy przyjęci z wielką życzliwością. Wnętrze muzeum porusza – sztandary, mundury, dokumenty, pamiątki po Andersie i Sikorskim, a nawet rysunki matek i dzieci, które z armią Andersa wędrowały z Syberii przez Persję i Palestynę. To miejsce naprawdę przechowuje ducha tamtych czasów.
Przedostatnim przystankiem było Ognisko Polskie – miejsce z ogromnym potencjałem i wspaniałą historią, które dziś zdaje się powoli tracić swoją tożsamość. Jest otwarte, ale coraz mniej „nasze”. Usłyszana tam rozmowa – o polskim ojcu, o braku języka, o sentymencie bez przynależności – mocno zapadła mi w pamięć. To, co kiedyś było sercem polskiej emigracji, dziś staje się raczej elegancką restauracją z historią w tle.
Na koniec – Hotelu Rubens, dawny sztab Naczelnego Wodza. Tablica nadal tam jest. To drobny znak, ale znaczący – pamięć jednak nie zginęła całkowicie.
Ten spacer był dla nas czymś więcej niż tylko wędrówką po mieście. To był spacer po śladach obecności, która znika, jeśli o nią nie zadbamy. Ale też po nadziei – że póki są miejsca jak Instytut Sikorskiego czy Daquise, jest do czego wracać.
Tekst: Antoni Kałduński

