Artykuły , Polecamy

„The Guardian”: Polski „Hamlet” najciekawszą  propozycją na Fringe

Polski teatr eksperymentalny Teatr Pieśń Kozła z Wrocławia prezentuje w tym roku na festiwalu Fringe w Edynburgu wyjątkową wariację na temat „Hamleta” Szekspira, nadając dramatowi pogański charakter. Spektakl został nagrodzony wyprzedanymi biletami, owacjami na stojąco i uznaniem krytyków.

W centrum spektaklu „Hamlet – The Wakefulness” wystawianego do 15 sierpnia na scenie głównej Summerhall są niezwykłe, wielogłosowe wokalizy oparte na polifonicznych harmoniach, przypominające operę, śpiewy ludowe i brzmienia kościelne. Śpiew prowadzi dziesięcioosobowy chór, wspierany brzmieniem nyckelharpy — skandynawskiego instrumentu smyczkowego. Spektakl ma charakter rytualny: formalne ruchy postaci, symboliczne rekwizyty oraz powtarzające się frazy („You demand revenge”, „Never Forget Me”, „Hamlet is Mad”) nadają dziełu prymitywnie mistyczny wydźwięk.

Grzegorz Bral w reżyserii spektaklu nie bał się pójść na ryzyko — jego interpretacja Szekspira jest śmiała i wymagająca, ale wstrząsająca i wzbudzająca refleksję, a co najważniejsze — oddziaływująca na widza, zostawiająca go w stanie drżenia. Bral zdecydowanie wybiera formę rytuału, a nie tradycyjnego dramatu. Spektakl ma charakter prerogatywny — mroczny, rytualny, niczym pradawne czuwanie nad umarłym królem. Bral nie tylko sięgnął po trudny materiał — wykorzystał go, by wywołać naprawdę dreszcze i poddawać widza duchowemu testowi

Wszyscy aktorzy wydają się być tak pochłonięci odgrywaną rolą, jakby byli pogrążeni w półsennym transie. Jednak szczególną uwagę przykuwa Alicja Bral w roli Ofelii, która była niczym żywioł uwięziony w ludzkim ciele — hipnotyzująca, niepokojąca, a przy tym przejmująco tragiczna. Jej szaleństwo nie było teatralnym gestem, lecz narastającą falą, która wciągała widza w mroczny nurt obsesji i rozpaczy. Każdy ruch, każde drżenie dłoni, każdy przeciągły dźwięk w głosie niósł w sobie ból i bezradność kobiety rozdartej między miłością a zdradą świata. Jej spojrzenie potrafiło przeszyć na wskroś — raz lśniło dziecięcą ufnością, by za chwilę gasnąć w pustce obłędu. To była Ofelia, która nie tylko opowiadała swoją tragedię — ona nią oddychała, wypełniając przestrzeń teatru gęstą, niemal dotykalną aurą bólu i piękna.

Z kolei sam Hamlet w tej inscenizacji był postacią powściągliwą w środkach, ale o niezwykłej sile wyrazu. Zamiast szarżowania i emocjonalnych eksplozji, jego obecność opierała się na precyzyjnie odmierzonych gestach i starannie modulowanym głosie. W milczeniu potrafił powiedzieć więcej niż inni w długich monologach. To Hamlet skupiony, wewnętrznie rozdarty, lecz kontrolujący swoje emocje, dzięki czemu napięcie w scenach z nim rosło niemal niezauważalnie, aż osiągało punkt wrzenia. 

Spektaklowi towarzyszy mistyczna estetyka: minimalna scenografia (wysokie krzesła, srebrny stół) podkreślająca rytualny charakter zaklęć i ruchu, osiągająca mocne efekty przez oszczędność w środkach. Reżyser celowo minimalizuje scenografię i dialog, by każdy rekwizyt, gest, zamierzone milczenie stawało się znaczące. Idealnym przykładem jest scena z czerwonymi różami — ich pojawienie się to subtelny, ale mocny metaforyczny punkt w stonowanym wizualnie spektaklu. W efekcie, przestrzeń teatru zostaje nasycona tajemniczą aurą, w której minimalna fizyczność wzmacnia symbolikę i rezonans emocjonalny.

Artyści z Polski wykazują się mistrzostwem wokalnym – chóralne harmonie są absolutnie hipnotyzujące. Widzowie mogą być poruszeni samą siłą i precyzją śpiewu. W recenzji Daily Fringe podkreślono: „Indywidualnie głosy są piękne; razem mają moc, która wypełnia przestrzeń i przekracza granice czasu i przestrzeni”.

Eksperymentalna forma może być dla niektórych wyzwaniem. Jak napisał „British Theatre Guide” spektakl przypomina teatralne laboratorium, wzorowane na metodach Grotowskiego, gdzie ekspresja fizyczna, muzyka i słowo przenikają się w teatralnej przestrzeni.

Spektakl jest dramatycznie ubogi w fabułę, a postaci pozostają dwuwymiarowe, ale nie przeszkadza to w odbiorze głębi dzieła. W kulminacyjnym momencie intensywność emocjonalna przybiera na sile, przeżycia wewnętrzne postaci stają się oderwanym od rozwoju akcji bytem, który stanowi ostateczną puentę historii, która może się wydawać niedopowiedziana, jak przerwany sen. Spektakl z pewnością wymaga otwartości widza. Niemniej jednak warto się poddać doświadczeniu i poczuć spektakl, a nie go logicznie rozgryzać.

To propozycja wyjątkowa, przeznaczona dla tych, którzy cenią ekspresję muzyczną i eksperymentalny teatr rytualny. Pozwala poczuć surową, mistyczną energię i zanurzyć się w muzyczno-ruchową medytację. Nie bez kozery Mark Brown w „The National” wybrał tę sztukę jako jedną z czterech tegorocznych propozycji festiwalu, które zostaną z widzami do końca życia, a Mark Fisher z „The Guardian” wskazał jako jeden z 20 spektakli, które trzeba obejrzeć w tym sezonie.