Trump w ojczyźnie matki: golf, polityka i zamknięte niebo nad Szkocją
Ponad 5 tysięcy funkcjonariuszy zabezpiecza rozpoczynającą się dziś pięciodniową wizytę prezydenta USA Donalda Trumpa w Szkocji. Mimo że Biały Dom określa ją jako „prywatną”, jej polityczne, gospodarcze i wizerunkowe znaczenie daleko wykracza poza prywatność – zwłaszcza w kraju, gdzie Trump wzbudza więcej niechęci niż sympatii.
Operacja zabezpieczenia wizyty Trumpa została porównana przez brytyjskie media do tej, jaka towarzyszyła pogrzebowi królowej Elżbiety II. Po szkockich drogach poruszają się wojskowe ciężarówki i kolumna prezydencka z dwiema identycznymi limuzynami. Przestrzeń powietrzna nad Turnberry i Aberdeenshire została ograniczona, na dachach pojawili się snajperzy, a drogi patrolują jednostki specjalne. Sam Trump korzysta z opancerzonego Cadillaca One, zwanego „Bestią”.
Według BBC, całkowity koszt operacji policyjnej może przekroczyć 5 milionów funtów. W służbie pozostaje ponad 5 tys. funkcjonariuszy sprowadzonych z całego Zjednoczonego Królestwa, a spora część z nich ma reagować na planowane protesty – m.in. w Edynburgu, Glasgow, Aberdeen i Ayr.
Golf, polityka i demonstracje
Wizyta prezydenta USA obejmuje dwa ośrodki golfowe, których Trump jest właścicielem – prestiżowy Turnberry w Ayrshire oraz kompleks w Menie w Aberdeenshire, gdzie otwarte zostanie nowe 18-dołkowe pole golfowe nazwane na cześć jego matki, Mary Anne MacLeod, urodzonej na wyspie Lewis w Hebrydach Zewnętrznych.
Mimo że podróż określana jest jako prywatna, Trump spotka się w poniedziałek z premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem. Według rzeczniczki Białego Domu rozmowy mają dotyczyć umowy handlowej między USA a Wielką Brytanią. Spotkanie z prezydentem potwierdził również pierwszy minister Szkocji John Swinney.
Wizyta wywołuje silne reakcje wśród lokalnych społeczności. Koalicja Stop Trump zapowiedziała protesty, oskarżając amerykańskiego prezydenta m.in. o wspieranie rządu Izraela w konflikcie z palestyńskim Hamasem oraz o działania sprzeczne z wartościami demokratycznymi.
Trump, wiatraki i szkocki gniew
Donald Trump od lat toczy medialne i prawne batalie w Szkocji. W 2012 roku próbował zablokować budowę farmy wiatrowej w pobliżu pola golfowego w Menie, twierdząc, że „zniszczy ona Szkocję”. Na zaproszenie komisji szkockiego parlamentu, która domagała się dowodów na poparcie jego twierdzeń, odpowiedział po prostu: „Ja jestem dowodem”. Wiatraki ostatecznie powstały i dziś górują nad wydmami nieopodal resortu.
Trump, znany z poparcia dla przemysłu naftowego, podczas tej wizyty ponownie uderzył w transformację energetyczną, mówiąc, że Aberdeen „powinno porzucić wiatraki i wrócić do ropy”. Tego typu retoryka zbiega się z hasłami partii Reform UK, której lider, Nigel Farage, jest zdeklarowanym zwolennikiem Trumpa.
Z golfowego pola na salony władzy
Turnberry, flagowy resort Trumpa, to miejsce wyjątkowe – trzykrotnie gościło turniej The Open, ale od czasu zakupu przez amerykańskiego prezydenta w 2014 roku nie znalazło się w kalendarzu R&A, czyli Royal & Ancient Golf Club of St Andrews. Powodem mają być względy logistyczne, jednak sam Trump wielokrotnie dawał do zrozumienia, że czuje się przez organizatorów pomijany – co, jak zauważają komentatorzy, zdaje się go drażnić bardziej niż polityczne ataki.
Po raz ostatni Trump odwiedził Szkocję jako urzędujący prezydent w 2018 roku. Towarzyszyły temu protesty i spektakularna akcja paralotniarza, który przeleciał nad Turnberry z banerem potępiającym politykę Trumpa. W tym roku oczekiwany jest jeszcze większy sprzeciw społeczny, a atmosfera wokół wizyty pozostaje napięta.
Kolejna wizyta już we wrześniu
Obecna wizyta w Szkocji to pierwsza z dwóch podróży Trumpa do Wielkiej Brytanii zaplanowanych na ten rok. We wrześniu prezydent powróci z oficjalną wizytą państwową, podczas której wraz z Melanią Trump zatrzyma się na zamku Windsor jako gość króla Karola III.
Zanim to nastąpi, brytyjskie media spodziewają się jednak przyjazdu wiceprezydenta USA J.D. Vance’a, który z rodziną planuje wakacje w hrabstwie Cotswolds. Tymczasem w Szkocji – kraju matki Trumpa – trwa debata, czy prezydent USA bardziej promuje interesy swojej rodziny czy państwa. Jedno jest pewne: jego obecność nie przechodzi tu niezauważona.

