Historia , Kultura , Polacy w UK

 „Wojenko, wojenko…”, czyli refleksyjna opowieść o wojnie bez pułapek martyrologii

Wśród licznych wydarzeń organizowanych z okazji 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej, uwagę przyciągnął spektakl muzyczny „Wojenko, wojenko…”, wystawiony w londyńskim Teatrze POSK. Reżyserii podjął się Sławomir Gaudyn, a sam spektakl – zamiast typowego widowiska z pieśniami historycznymi – zaproponował bardziej osobistą formę opowieści. Obok wielkich słów i inscenizacji, widzowie dostali także spokojną, refleksyjną opowieść o tym, co było, i o tym, jak przeszłość nadal wpływa na nasze postrzeganie świata.

Okazało się, że można w okolicznościowym, podniosłym widowisku uniknąć pułapek martyrologii, skupiając się na tym, co najbliższe: ludzkich losach, emocjach, codziennym heroizmie i dramatycznych wyborach. Na scenie nie zobaczyliśmy zatem natłoku wielkich gestów, nie krzyczano o historii – pozwolono jej wybrzmieć własnym głosem. Dzięki temu spektakl zyskał siłę, która zostaje z widzem długo po wybrzmieniu ostatnich nut.

Repertuar stanowiły dobrze znane pieśni wojenne, ale teksty te, choć wielokrotnie interpretowane i analizowane, zyskały świeżość, bo brzmiały jak wypowiedzi ludzi próbujących zrozumieć tamtą rzeczywistość. Poezja nie została podana jako coś wzniosłego – więc odległego – wręcz przeciwnie: sposób jej interpretacji sprawił, że stawała się bliska, niemal współczesna. To ciekawe doświadczenie – słuchać słów sprzed dekad i odnajdywać w nich emocje, które wciąż są aktualne: strach, nadzieję, zmęczenie, gniew…

Wykonawcy stworzyli spójną grupę, która nie tyle grała, co raczej dzieliła się doświadczeniem. I może właśnie dlatego spektakl „zadziałał” – bo nie próbował udawać, naśladować historii, tylko dawał jej głos. 

Coś z tego przekazu zdołało się przebić przez barierę czasu. I to chyba największy sukces tego wieczoru – nie chodziło o wielką lekcję historii, ale o to, by stworzyć przestrzeń, w której historia może wybrzmieć.

Znaczenie miało także miejsce spektaklu. Scena teatru POSK w Londynie, instytucji o bogatej, wielowątkowej historii, nierozerwalnie związanej z powojenną emigracją. Już od lat czterdziestych zeszłego wieku Polacy przebywający w Wielkiej Brytanii organizowali życie kulturalne – wieczory poetyckie, spektakle, koncerty. W Londynie były to sale w Ognisku Polskim na Kensingtownie, w Orle Białym na Knightsbridge, ale także w podnajętych salach i salkach, nader często w skromnych warunkach, ale zawsze (!) z dużym zaangażowaniem. Sześćdziesiąt lat temu POSK na Hammersmith wszedł w tę tradycję i nadał jej bardziej zinstytucjonalizowaną formę. Stał się przestrzenią dla polskiej kultury, ale i miejscem, w którym pielęgnuje się pamięć – tę oficjalną, związaną z wielką historią, i tę codzienną, prywatną. Codzienne życie ośrodka dawało ludziom sens.

Na swój sposób wieczór ze spektaklem „Wojenko, wojenko…” idealnie wpisał się w ten klimat: po pierwsze jako wydarzenie artystyczne w kalendarzu imprez, po drugie – i co ważniejsze – jako ciągłość polskości na obczyźnie. To naprawdę bardzo dużo!