Kultura

Wystawa „Dziesięć Przykazań i Siedem Grzechów Głównych” – Ryszard Rybicki i Joanna Ciechanowska

W Vine Gallery, do soboty 21 czerwca, można oglądać prace dwojga polskich artystów – Joanny Ciechanowskiej i Ryszarda Rybickiego.

Artyści poznali się w grudniu i podczas rozmowy odkryli, że ich wieloletnie inspiracje oscylują wokół podobnych motywów religijnych. Postanowili zorganizować wspólną wystawę. Choć tematy wiary i religii są wyraźnie obecne na ich płótnach, artystom daleko do dosłownej nabożności w twórczości – ich dzieła to raczej refleksje niż proste wyznania wiary.

Rybicki sięga po symbole popkultury i mediów masowych, zestawiając je z chrześcijańskim dekalogiem oraz tradycyjną symboliką sztuki, tworząc interpretacje każdego z przykazań. Prace te napędzane są energią współczesnych wydarzeń i stanowią zapis reakcji twórcy na otaczającą rzeczywistość. Niektóre dzieła są figuratywne i precyzyjnie zaplanowane, inne przechodzą w abstrakcję. Malarz posługuje się zarówno tradycyjnymi technikami, jak i nietypowymi narzędziami, takimi jak piłka golfowa czy sadza.
W jego własnych słowach: „moja sztuka jest lustrem – czasem łagodnym, czasem konfrontacyjnym – tego, co oznacza żyć w obecnych czasach”.

Artysta, zarówno w życiu, jak i w twórczości, często napotyka na szczęśliwe zbiegi okoliczności, po angielsku określane jako “serendipity”. Sama przestrzeń wystawiennicza mieści się w przykościelnej sali należącej do parafii Vine Church. Dzięki takiemu właśnie zbiegowi okoliczności Rybicki prowadzi tu od jakiegoś czasu swoją działalność artystyczną.

Joanna Ciechanowska z kolei przygląda się grzechom głównym, przepuszczając je przez filtr swojej wrażliwości oraz osobistych doświadczeń życiowych. Jej skomplikowany, fascynujący życiorys rzucił ją w wiele zakątków świata i w sam środek ważnych wydarzeń historycznych. W jej pracach wrażliwość artystki zderza się z kościelnymi wytycznymi – czasem z nimi polemizuje, innym razem melancholijnie przytakuje. Sama artystka mówi, że obrazy powstają częściowo z jej „czucia”; motywy często przychodzą do niej same. Pozwala również odbiorcom na własną interpretację – nie daje gotowych odpowiedzi. Plamy koloru mogą być jednocześnie kochankami w łóżku i ciałami zmarłych.

To, co łączy oboje artystów, to osobiste podejście do wartości, które towarzyszą człowiekowi od wieków. W przestrzeni, w której na co dzień odbywają się nabożeństwa, ich prace wybrzmiewają szczególnie mocno.

Wystawa czynna do soboty 21 czerwca
Adres: 69 Bolsover Street
Wstęp wolny

Poniżej utwór Marii Ejsmont towarzyszący wystawie: