Polacy w UK , Życie na Wyspach

„Zabranie telefonu nie rozwiąże problemu”. Psycholog o tragedii Sebastiana i ryzyku, jakie niesie Internet

Rozmawiamy z Olą Radziszewską, psychologiem i pedagogiem z Polish Psychologists’ Association, o śmierci 12-letniego Sebastiana z Castleford. Chłopiec zmarł po wzięciu udziału w tzw. blackout challenge – niebezpiecznym trendzie internetowym polegającym na celowym odcinaniu dopływu tlenu do mózgu. W rozmowie poruszamy temat zagrożeń, z jakimi dzieci stykają się w sieci, wpływu presji rówieśniczej, roli dorosłych oraz tego, jak reagować, zanim dojdzie do tragedii.

Jakie są obecnie największe zagrożenia dla dzieci i młodzieży wynikające z niekontrolowanego korzystania z internetu, mediów społecznościowych i nowych technologii – w tym generatywnej sztucznej inteligencji?

Dzieci i młodzież urodziły się już w świecie cyfrowym. Internet jest dla nich środowiskiem naturalnym – był „od zawsze” i stanowi dla nich główne źródło informacji, rozrywki, ale też kontaktów społecznych. Czerpią z niego wszystko, co zostanie im podsunięte – zarówno wartościowe treści, jak i te zagrażające ich zdrowiu czy nawet życiu. Przykład Sebastiana pokazuje, że to nie są tylko teoretyczne zagrożenia.
Według raportu WHO z 2024 roku wpływ social mediów na młodzież to jeden z kluczowych czynników pogarszającego się zdrowia psychicznego. Coraz więcej dzieci i młodzieży – zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii – zmaga się z depresją, zaburzeniami lękowymi i fobią społeczną.
Dodatkowo mamy też cały kontekst społeczno-kulturowy. Dzieci obserwują w internecie konflikty zbrojne, katastrofy, przemoc – nawet jeśli ich bezpośrednio nie dotyczą. Do tego doszły skutki pandemii, izolacja, ograniczony kontakt z rówieśnikami. Dołóżmy do tego lęk przed pominięciem (FOMO) i niebezpieczna mieszanka gotowa. Wielu młodych ludzi szuka teraz w sieci poczucia bezpieczeństwa, a internet stał się mechanizmem radzenia sobie z trudnościami, ale im bardziej się w niego zanurzają, tym bardziej się izolują. To błędne koło.
Cyberprzemoc i hejt, grooming, niebezpieczne treści, kradzież tożsamości, deepfaki, gamifikacja to tylko niektóre z możliwych zagrożeń – bądźmy czujni.

Dlaczego dzieci takie jak Sebastian angażują się w niebezpieczne gry typu blackout challenge? Czy chodzi tylko o presję rówieśniczą?

Presja rówieśnicza rzeczywiście jest bardzo silna. Dzieci, w szczególności młodzież w chcą być częścią grupy, chcą przynależeć, imponować, zdobywać akceptację. W tym wieku rodzice schodzą na dalszy plan, a rówieśnicy stają się autorytetem. Do tego dochodzi rozwój mózgu – kora przedczołowa nastolatka, odpowiadająca za racjonalne myślenie, ocenę ryzyka nie jest w pełni dojrzała, a układ limbiczny, odpowiedzialny za regulacje emocji jest bardzo aktywny. To powoduje, że młodzi ludzie są bardziej żądni doznań, pragną uznania, gratyfikacji a ocena ryzyka jest niewspółmierna.

Dlaczego tak wielu młodych ludzi ignoruje ryzyko związane z udziałem w takich trendach internetowych? Czy popularność takich treści w sieci może zniekształcać ich ocenę zagrożenia?

W internecie liczą się zasięgi. Polubienia, komentarze, udostępnienia wywołują wyrzut dopaminy – podobnie jak hazard. Po pewnym czasie bierne scrollowanie treści nie wystarcza. Potrzebne są coraz silniejsze bodźce. A takie wyzwania, jak blackout challenge, mogą być sposobem na wyróżnienie się, zdobycie popularności. Jeden film może sprawić, że ktoś, kto dotąd był niewidoczny, nagle stanie się „kimś”, udowodni swoją odwagę.
Jest też coś, co nazywamy optimism bias – błąd poznawczy. Młody człowiek myśli: „Innym się nie udało, bo zrobili coś źle. Ja jestem sprytniejszy, mnie to nie spotka”. Jeśli do tego dołożymy popularność danego wyzwania – setki tysięcy wyświetleń – to taka osoba zaczyna podważać swoją racjonalną ocenę ryzyka. Zachodzi zjawisko społecznego dowodu słuszności „Skoro tyle osób to robi, to chyba nie jest aż tak niebezpieczne i jest akceptowalne” – To bardzo groźne myślenie.

Czy młodzi ludzie są świadomi ryzyka? Czy mają obniżony instynkt samozachowawczy?

W tym wieku, czyli w okresie adolescencji, rozwój mózgu sprawia, że potrzeba silnych emocji i impulsów jest bardzo duża. Jednocześnie brak jeszcze dojrzałości do oceny konsekwencji. Dzieci i młodzież często nie są w stanie dokładnie przewidzieć skutków swoich działań. To nie znaczy, że są „młode i głupie” – po prostu tak działa ich układ nerwowy. Dodatkowo dochodzi mechanizm społeczny – chęć bycia akceptowanym, zauważonym, odróżnienia się od innych.

Czy istnieją konkretne sygnały ostrzegawcze, które mogą wskazywać, że dziecko bierze udział w czymś dla niego niebezpiecznym?

Tak. Możemy obserwować zmiany w sferze emocjonalnej i zmiany zachowania. Jeśli dziecko, które wcześniej było otwarte, nagle staje się nerwowe, wycofane, obojętne – warto się temu przyjrzeć. Może też pojawić się obniżony nastrój, smutek, rozdrażnienie, agresja, zwłaszcza kiedy nie ma dostępu do telefonu. Zaniedbywanie podstawowych potrzeb: jedzenia, snu, higieny też powinny nas zaalarmować.
Niepokojące mogą być też ślady fizyczne: siniaki, zadrapania, bóle głowy – zwłaszcza jeśli trudno je wytłumaczyć. Podobnie jak gromadzenie nietypowych przedmiotów, które mogą służyć do realizacji wyzwania.
Jeśli dziecko nagle zaczyna być bardziej tajemnicze, zamyka karty przeglądarki, nie pozwala zaglądać do swojego ekranu, unika rozmów – to także może być znak ostrzegawczy. Przejście z biernego oglądania rolek do tworzenia ich to fundamentalna zmiana roli. Rodzice powinni też zwracać uwagę, czy dziecko nie wycofuje się z relacji – zarówno z nimi, jak i z rówieśnikami.
Ale najważniejsze: musimy być obecni. Jeśli sami nieustannie siedzimy w telefonach, to nie zauważymy tych sygnałów. I nie stworzymy bezpiecznej przestrzeni, w której dziecko będzie chciało się otworzyć.

Co może zrobić rodzic, który podejrzewa, że jego dziecko angażuje się w takie niebezpieczne zachowania?

Rozmawiać. Otwarcie, bez krzyku, oskarżania i moralizowania. Dziecko w takiej sytuacji nie potrzebuje osądu, tylko wsparcia. Potrzebuje usłyszeć: „Nie wiemy, dlaczego to się stało, ale jesteśmy tu dla ciebie, pomożemy ci”.
Warto też przyjrzeć się własnym zachowaniom. Jeśli chcemy, żeby dziecko korzystało z telefonu rozsądnie, bądźmy przykładem. Trzeba rozmawiać z dzieckiem o tym, dlaczego stawiamy granice, z czego wynika nasz niepokój. Bo jeżeli my sami nie mamy kontaktu z dzieckiem – nie tylko dosłownie, ale emocjonalnie – to nie będziemy wiedzieli, co się z nim dzieje.

Czy zabranie telefonu to dobry pomysł?

Nie. To może przynieść więcej szkody niż pożytku. Dziecko znajdzie sposób, żeby znów mieć dostęp do telefonu – nawet jeśli będzie musiało kogoś okłamać lub zrobić to na wpół legalny sposób. Takie działanie pokazują mu, że mu nie ufamy, że uznajemy je za niekompetentne i pośrednio zaburzamy jego proces budowania niezależności.
Zamiast tego warto włączyć dziecko w proces ustalania zasad. Dać mu przestrzeń do współdecydowania, ale też jasno określić jakie są nasze cele. Musimy pamiętać, że chcemy chronić, a nie karać. Kara nie buduje zaufania. Wspólna rozmowa i szukanie rozwiązań – tak.

Jaką rolę może odegrać szkoła i nauczyciele w przeciwdziałaniu takim tragediom?

Ogromną. Czasami to właśnie szkoła może zauważyć pierwsze sygnały – spadek aktywności, wycofanie z kontaktów, zmiany w zachowaniu. Nauczyciele i szkolni psychologowie powinni być uwrażliwieni na te zjawiska. Ale równie ważne jest budowanie relacji między szkołą a rodzicami. Musimy nauczyć się rozmawiać nie tylko o ocenach czy zachowaniu na lekcji, ale też o tym z czym młody człowiek się mierzy.
Ważne, by tworzyć wspólnotę, sieć wsparcia. Współpraca szkoły, rodziców i specjalistów może zapobiec wielu tragediom. Nikt nie powinien być z tym sam.

Czy zwrócenie się do innych rodziców może pomóc?

Zdecydowanie może pomóc. My wciąż chowamy wszystko pod dywan, unikamy trudnych tematów. Rozmowa z innymi rodzicami to nie tylko wymiana doświadczeń, ale też budowanie świadomości. Jeśli jedna osoba podzieli się informacją, że jej dziecko bierze udział w niebezpiecznym wyzwaniu – inni mogą dzięki temu szybciej zareagować. Może się okazać, że ktoś już znalazł skuteczny sposób działania i będziemy mogli spróbować u nas.

A namawianie do kontaktu z kolegami to dobry pomysł czy raczej pogłębia ryzyko?

To zależy. Z jednej strony, kontakt z kolegami to często pierwszy krok dla młodej osoby szukającej wsparcia, to właśnie w grupie rówieśniczej czuje się najpewniej. Taka relacja może stać się szansą, zwłaszcza gdy przyjaciel zauważy problem i zaalarmuje dorosłych. Kluczowe jest uczenie młodych ludzi, że informowanie o niepokojących sygnałach u innych to wyraz troski, a nie donosicielstwo.
Z drugiej strony, to może być pułapka. Jeśli rówieśnicy zareagują niezrozumieniem, wyśmianiem lub, co gorsza, zachęcą do destrukcyjnych zachowań, problem może eskalować. Grupa może być zarówno źródłem ogromnego wsparcia, jak i presji.
Dlatego tak ważne są rozmowy o empatii, asertywności, i odpowiedzialnym reagowaniu na ryzykowne postawy.

Czy takie organizacje jak Polish Psychologists’ Association, w której pani działa, mogą pomóc w takich przypadkach jak ten opisany w naszym artykule? Jak można się z Wami skontaktować?

W ramach Polish Psychologists’ Association mamy działającą poradnię rodzinną. Staramy się wspierać całe rodziny – wierzymy, że zachowanie dziecka to zazwyczaj reakcja na coś, co dzieje się w środowisku – w rodzinie, w relacjach, w otoczeniu. Trzeba znaleźć przyczynę, a nie tylko reagować na skutki.
Z nami można się skontaktować mailowo – najlepiej pisać na adres rodzina@polishpsychologists.org. Działamy w formie wolontariatu, więc nie mamy stałego numeru telefonu, ale od niedawna pracujemy nad wdrożeniem formularza kontaktowego, który ułatwi zgłoszenia. Na razie kontakt przez e-mail jest najlepszą drogą.
I na koniec zachęcam również do przeczytania książki „Dorastanie w sieci” D. Heitner, która środek ciężkości przenosi na budowanie empatii, mentoringu, a nie na zakazy i ścisły nadzór.

Rozmawiał Jacek Różalski