Życie na Wyspach , Edukacja i nauka

Zastrzyk motywacji dla młodych

Zbliżają się święta; święta Bożego Narodzenia. W betlejemskiej stajence przychodzi na świat Syn Boży. Jest to czas radości i pokoju; czas spędzony w gronie rodzinnym, wśród przyjaciół i najbliższych. A jednak w tym właśnie okresie bardzo wiele ludzi na świecie cierpi głód, samotność, bezdomność i osamotnienie. Sytuacja ta powtarza się we wszystkich krajach, niezależnie od ich poziomu rozwoju cywilizacyjnego czy sytuacji ekonomicznej. Zdarza się również i w Anglii, kraju wydawałoby się względnie zamożnym i wyczulonym na potrzeby innych. Kolejki do banków żywności się wydłużają i wiele rodzin będzie bardzo skromnie obchodzić tegoroczne święta, bo nie stać ich na luksusy.

Różne, oczywiście, są ku temu powody, ale panujący obecnie marazm w pokoleniu dwudziestoparolatków jest wprost zastraszający. Miliony młodych – wielu po tarapatach związanych z covidem i stanem psychicznym wywołanym długoterminową izolacją i odcięciem od normalnego życia – nie chce, względnie nie potrafi, zabrać się do pracy. Wegetują na państwowych zapomogach i wdrażają się w życie bez pracy, bez wysiłku i bez żadnych ambicji. I stan ten bardzo negatywnie wpływa na ogólną gospodarkę kraju i samopoczucie samych młodych, którzy nie widzą w swoim życiu żadnych perspektyw i nie rozumieją satysfakcji, jaką daje dobrze wykonana robota. Często wychowani w rodzinach, gdzie i pokolenie rodziców nigdy nie pracowało, trudno im przełamać tę spiralę beznadziejności. A muszą, jeśli mają osiągnąć w życiu coś więcej niż egzystencja na zasiłku.

Nie ulega wątpliwości, że jedną z głównych przyczyn tego negatywnego nastawienia do pracy jest fakt, że wielu młodych nie zostało odpowiednio przygotowanych do życia. I tu winić można system w którym żyją, łatwość otrzymywania zasiłków, brak stabilnego życia rodzinnego i należytego wychowania oraz słabe osiągnięcia w szkole. Każdy, kto jest w jakikolwiek sposób związany z systemem edukacyjnym w Anglii – zapewne w Polsce też, bo i tam sytuacja jest podobna – wie, że dzisiaj niełatwo jest być nauczycielem. Nie łatwo przekazywać młodym wiedzę, jeśli oni nie są tą wiedzą zainteresowani. Bardziej ich interesują smartfony i wpisy na portalach społecznościowych, niż lekcje w szkole czy zadanie domowe. To nie przypadek, że mamy w naszym narodzie takie bardzo negatywne powiedzenie: „Obyś cudze dzieci uczył”! Nauczanie winno być życiowym powołaniem, a nie tylko źródłem dochodu.

Ogólnie rzecz biorąc, system edukacyjny w Anglii nie zapewnia uczniom dobrego wykształcenia; nie uczy podstawowych faktów; za mało od nich wymaga; nie wychowuje. Czasami mam nawet takie uczucie, że w obecnej dobie poprawności politycznej nauczyciele po prostu boją się uczyć. Boją się uczniów i nie chcą wyrażać własnych myśli i ocen w obawie, że zostaną źle zrozumiane i zaważą na ich przyszłej karierze. Wiemy z relacji w prasie, że obawy te są słuszne, dają jednak młodym bardzo złe sygnały. Bo wskazują na to, że nie trzeba nauczyciela słuchać, można za to zaskarżyć go o byle co, i zanim cokolwiek zostanie udowodnione, względnie odrzucone, może on/ona stracić pracę.

Od lat nie mam już do czynienia z nauczaniem. Nie muszę stać przed klasą i martwić się o to, czy zechcą mnie wysłuchać! Niemniej regularnie obserwuję młodzież opuszczającą budynek szkolny po zakończonych lekcjach. Lepiej wtedy być z dala od przystanku autobusowego czy kasy w sklepie, bo zachowanie młodych jest po prostu szokujące. Na pewno dużo zależy od dzielnicy w której się mieszka – a my akurat mieszkamy w nienajlepszej – nie zmienia to faktu, że nawet w trudnych dzielnicach zachowanie młodych powinno być kulturalne! A nie jest. I na pewno w dużym stopniu ponoszą za to odpowiedzialność rodzice, szkoły i system wychowawczy. Z jaką szkodą dla dzieci. Przecież lata szkolne, przyjaźnie zawierane w tym okresie, doświadczenia zdobyte to piękny czas w życiu młodego człowieka. I tak mi żal tych młodych, którym współczesny świat odbiera potencjalne piękne wspomnienia. 

Jednym z bardzo poważnych problemów, przed którym stoją dzisiejsze szkoły, to sprawa wagarów. Sytuacja opuszczania szkoły przez tysiące młodych ludzi wpływa bardzo negatywnie na ich przyszłe szanse życiowe. Jeśli nie zdobędą wykształcenia, nie opanują jakiegoś fachu, nie nauczą się wykonywać nawet najbardziej podstawowych czynności, potrzebnych w każdym życiu wspólnotowym, to znajdą się właśnie w takiej sytuacji, o której jest mowa na początku tego felietonu: bezrobotni, bezdomni, samotni, a może nawet i uwięzieni za dokonane przestępstwa. Wykształcenie jest niezbędną podstawą do awansów w życiu, na każdej płaszczyźnie, i siedzenie w domu, bo nie mam ochoty na lekcje w szkole, to tragiczne rozwiązanie.

Ostatnie statystyki edukacyjne – a obecnie szkoły muszą dzielić się swoimi liczbami z władzami rządowymi – wskazują na to, że ponad 7% dzieci w wieku szkolnym regularnie opuszcza lekcje i nikt ich nie goni za tę sytuację. Wiemy, że jeśli rodzice wycofają uczniów z klasy – na przykład żeby z nimi wyjechać na wakacje czy w odwiedziny do rodziny – to muszą za ten przywilej płacić całkiem poważne kaucje. A młodzi, którzy regularnie opuszczają szkołę, bo nikt ich do tego nie zmusza, robią to bezkarnie i nikt nie każe im za tę nieobecność płacić! Coś tu nie gra! Jak piszę powyżej, edukacja jest podstawowym warunkiem postępów życiowych. Po to nasi pradziadkowie walczyli o edukację dla wszystkich, abyśmy dzisiaj przywilej ten szanowali. Młodych trzeba kontrolować, trzeba sprawdzać, dlaczego są nieobecni, trzeba zachęcać ich do nauki, aby nie zmarnowali swoich szans życiowych i nie znaleźli się w grupie społecznej wiecznie niezatrudnionych obywateli. To nasz obowiązek, obowiązek całego społeczeństwa, zadbanie o tych młodych, którzy dzisiaj stoją u progu życia. Zamiast nowego smartfona czy gry komputerowej niech otrzymają na święta ogromny zastrzyk motywacji. I tego im z całego serca życzę!

Aleksandra Podhorodecka